Planszowe

"Ghost Stories" - recenzja

tekst archiwalny - 27 kwietnia 2009
Pokonany przed wieloma laty i pochowany w niewielkiej chińskiej wiosce Wu-Feng, Władca Dziewięciu Piekieł, pragnie się przebudzić, aby zemścić się na ludzkości. Na szczęście istnieją siły, które się mu przeciwstawią – taoiści: kapłani, których zadaniem jest strzeżenie granicy między światami żywych i martwych. Czy uda im pokonać sługi Wu-Fenga, a następnie zmierzyć się z nim i odesłać go z powrotem do piekła?

Obrazek



„Ghost Stories” jest grą kooperacyjną, w której to w rękach graczy leży los wspomnianej wyżej wioski – a co za tym idzie, całego świata. Aby osiągnąć swój cel, będą musieli pokonać wiele kreatur, które zaczęły pojawiać się na obrzeżach miasteczka, nim ich wpływ zacznie dotykać jego mieszkańców. Zwyciężą jednak dopiero, gdy odesłane zostaną wszystkie inkarnacje Wu-Fenga (których może być w grze różna ilość, w zależności od wybranego poziomu trudności). Przegrana może przyjść, gdy wszyscy taoiści umrą, skończy się talia duchów lub określona część wioski zostanie nawiedzona (zależna od wybranej trudności).

Nazwa: Ghost Stories
Autor: Antoine Bauza
Wydawca: Repos Production
Liczba Graczy: 1-4
Czas Gry: 60 minut
Edycja: gra niezależna językowo, instrukcja w języku angielskim, niemieckim i francuskim

Zawartość pudełka:
- 4 plansze graczy
- 9 tafli wioski
- 3 kości tao
- 1 specjalna kość tao
- 1 kość klątw
- 55 kart duchów
- 10 kart inkarnacji Wu-Fenga
- 20 żetonów tao
- 20 żetonów Qi
- 4 figurki Taoistów
- 4 żetony Yin-Yang
- 8 figurek duchów nawiedzających
- 2 figurki Buddy
- 1 znacznik nieaktywnego Tao
- 1 znacznik Osłabiającej Mantry
- 4 znaczniki Nieaktywnych Mocy
- 3 znaczniki Neutralnych Mocy
- instrukcja
- ściągawki z zasad
- karta służąca do śledzenia punktacji

Uwaga: Już na początku ostrzegam, że poniższa recenzja jest bardzo stronnicza. „Ghost Stories” należy do moich najmniej przyjemnych doświadczeń jeśli o gry planszowe chodzi i zostawiła po sobie bardzo gorzkie wspomnienia. Bodajże po raz pierwszy spotkałem się z tytułem tak rozczarowującym i irytującym.


Tura każdego z graczy toczy się w dwóch fazach. Pierwsza z nich, nazywana Yin, to moment, w którym dzieją się wszystkie złe rzeczy – pojawiają się nowe duchy, nawiedzane są pola wioski oraz rzucane są klątwy. W drugiej, zwanej Yang, gracze mogą się poruszać oraz wykonać jedną z dwóch czynności: użyć pola na które się ruszyli, prosząc danego mieszkańca wioski o pomoc, lub próbować pozbyć się sąsiadującego z polem ducha (lub duchów, co jest możliwe stojąc tak, aby dwa potwory stykały się z elementem wioski). Ta pierwsza czynność jest niejednokrotnie przydatna. Ba, to na odpowiednim korzystaniu z pomocy mieszkańców wioski opiera się próba zwycięstwa. Dzięki nim można otrzymać nowe żetony Tao (pozwalające osiągać automatyczne sukcesy podczas egzorcyzmów), przesuwać duchy, osłabiać je, a nawet pozbywać się ich kosztem ich własnej energii życiowej! Mimo tych wszystkich zabiegów, główną metodą pozbywania się duchów pozostają modlitwy, a więc opcja numer dwa.

Obrazek



I tutaj zaczynają się schody. Aby udało się pokonać ducha, trzeba uzyskać tyle „sukcesów”, ile wynosi jego wytrzymałość (wahająca się od 1 do 4 punktów u zwykłych duchów lub więcej, gdy walczy się z niektórymi inkarnacjami Wu-Fenga). Żetony tao to sposób na automatyczne sukcesy. Są one jednak tylko cztery (przy czym zawsze gra się wszystkimi czterema taoistami) i trzeba je oczywiście odrzucać – a ich zdobycie nie zawsze jest proste. Pozostają kości Tao, o każdej ściance w innym kolorze, przy czym jedna z nich to ścianka biała, pozwalająca na wybranie dowolnego koloru. A kości, jak to kości – raz się uda, pięć razy nie. Szczególnie że część potworów sprawia, że z kości w ogóle nie można korzystać, a inne, że nie można korzystać z żetonów Tao. Co prawda, niepokonanie ducha w pierwszym podejściu nie wiąże się bezpośrednio z żadną stratą, ale jest to strata tury – a duchy pojawiają się ciągle, dopóki nie zapełnią plansz graczy. Gdy to się stanie, pozostaje tracenie punktów Qi (chi), czyli punktów życia, co turę... Czy wspominałem już o tym, że część przeciwników każe rzucać graczom kością klątwy, która potrafi np. przywołać kolejnego stwora lub spowodować automatyczne nawiedzenie pola planszy?

A to wciąż jeszcze nie wszystkie utrudnienia, które napotyka się na swojej drodze podczas gry. Dodajmy do tego dwustronne karty taoistów, każda z nich oferująca inny wariant zdolności postaci, które według zasad powinno losować się co grę. Nie będzie wielkim odkryciem, że niektóre konfiguracje są bardzo dobre, inne wręcz przeciwnie. Podobnie losowo rozkłada się elementy wioski, co także ma bardzo duże znaczenie podczas gry. Jak wybiera się inkarnację Wu-Fenga, z którą przyjdzie się nam mierzyć podczas gry? Oczywiście losowo. Trudność pokonania „głównego złego” jest także różna w zależności od wylosowanej inkarnacji i sytuacji na planszy... Czy widzisz tutaj, czytelniku, jakąś wyłaniającą się prawidłowość?

Tak, „Ghost Stories” to gra właściwie w stu procentowo losowa. Gracze mają, co prawda, kontrolę nad swoimi postaciami, ale jeśli mam być szczery, nie ma to kompletnie znaczenia. To, czy rozgrywkę wygra się, czy przegra, zależy od szczęścia: ułożenia wioski, potworów w talii, inkarnacji Wu-Fenga, kości. Być może opanowanie mechanizmów gry pomaga w przedłużeniu swojej męczarni – ale po około trzydziestu przegranych partiach (zazwyczaj nim nawet zobaczyłem na oczy Wu-Fenga) nie zauważyłem, aby „uczenie” się gry miało jakiekolwiek znaczenie. Wszystkie mechanizmy sprawiające, że gracze zbliżają się nieuchronnie ku przegranej, nie oferują niczego w zamian – nagrody za pokonanie przeciwników są rzadkie i niejednokrotnie niewystarczające, aby zrekompensować wysiłek włożony w pokonanie ducha.

Obrazek



Wielu recenzentów oraz samych graczy nazywa „Ghost Stories” grą trudną. Rzeczywiście, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że moje doświadczenia skończyły się na poziomie „Inicjacji”, a istnieją jeszcze trzy wyższe, można dojść do takiego wniosku. Można stwierdzić też, że pod maską „trudności” kryje się ni mniej, ni więcej, a niewystarczająco przetestowana, nieprzemyślana gra – i mówię to z pełną świadomością, iż zostanę okrzyknięty bluźniercą w najlepszym przypadku, a w najgorszym: osobą która określa tak każdą grę, która jej się nie podoba (co, zapraszam do moich innych recenzji, nie jest prawdą). Nazywanie „Ghost Stories” grą „kooperacyjną” to równa bujda, jak mówienie o niej, że jest trudna. Nie ma tutaj miejsca na kooperację, co więcej – większość graczy zgodnie twierdzi, że najlepiej gra się solo lub co najwyżej w dwie osoby. W większości gier kooperacyjnych ma sens planowanie, nawet jeśli plany trzeba od czasu do czasu szybko zmienić, zazwyczaj chociaż część z nich zostanie wykonana (patrz: „Shadows over Camelot”). Tutaj nie. Tutaj sprowadza się to do biegania po planszy, gasząc małe i większe pożary, tylko po to żeby na wszystkich innych frontach, w dosłownie chwilę później, sytuacja była identyczna.

Gra otrzymałaby ode mnie ocenę dużo niższą niż ta, którą widać na samym dole recenzji, gdyby nie jeden fakt: jej wykonanie. Szczerze powiedziawszy, nigdy jeszcze nie widziałem, aby tak zła i absolutnie męcząca gra była tak dobrze wykonana. O ile figurki taoistów nie są najpiękniejsze, o tyle już figurki nawiedzających duchów są doskonałe. Grafiki na kartach świetnie oddają wschodni klimat, żetony są duże i po prostu ładne. Kłopot niestety pojawia się przy instrukcji.

A ta jest, co tu dużo mówić, tragiczna. Widać, że nie przeszła ona żadnej korekty – sformułowania często nie są napisane poprawnie po angielsku, poza tym roi się w niej od błędów: i to bardzo, bardzo istotnych. Część zasad sugeruje, że gra jest łatwiejsza, niż by się wydawało. Niestety, nadzieje rozwiewa uściślenie tychże przez twórców gry na kilku forach internetowych – każdorazowo błąd w instrukcji poprawiony zostaje regułą, która jeszcze bardziej utrudnia już i tak beznadziejnie „trudną” grę. Bez Frequently Asked Questions nie podchodzić. Choć szczerze powiedziawszy – nie podchodzić w ogóle.

Obrazek



Skąd mój skrajny werdykt, zapytacie? Uwielbiam gry planszowe. Mogą one być trudne, i tak nie jestem przyzwyczajony do zwycięstw. Gdy jednak w kilka tur po rozpoczęciu tury każdorazowo czuję, że zaraz się powieszę z żalu i doprawię to strzałem w głowę, to chyba coś jest nie tak. „Ghost Stories” jest dla mnie najbardziej dołującym, psującym humor i pozbawiającym radości przeżyciem planszówkowym w historii mojego grania. A to wszystko dlatego, że gra ta daje wciąż odległą iluzję, że może się uda, że może jednak ten kryzys jest chwilowy i zaraz uda się opanować sytuację na planszy. Kłamstwo, od początku do końca. Jeśli się uda, to szczęśliwym trafem. Albo źle zinterpretowaliście zasady. To bolesne odkrycie przychodzi dopiero po kilku, kilkunastu rozgrywkach: tak, kupno tej gry to zmarnowane pieniądze i czas. Tak, straciłem na nią ostatnie kilka godzin, ciągle próbując od początku i starając się korygować się błędy – wszystko na próżno i od początku bez sensu. Wszystkie pozytywne recenzje, które słyszeliście, mają jedna cechę wspólną – są wystawiane po jedynie paru grach, kiedy wciąż wydaje się, że grę da się rozgryźć, bo to jedynie „zagadka logiczna”, jak ktoś ją określił.

Szczerze, jak gracz drugiemu graczowi radzę – oszczędźcie sobie rozczarowania.

PLUSY:
- wykonanie
- pierwsza rozgrywka jest nawet przyjemna...

MINUSY:
- poziom „trudności”
- losowość, losowość, losowość i jeszcze raz: losowość
- beznadziejnie napisana instrukcja
- jak na grę kooperacyjną – minimalny poziom tejże

OCENA: 4+/10
KOMENTARZE (2) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Misiekh 30 kwi 2009, 16:00
Zastanawiałem się nad kupieniem tej gry. Dobrze, że ostrzegłeś :)
Jok 27 kwi 2009, 17:43
wyczerpujaca recka, szkoda ze gra z tego co wyczytalem srednio sie prezentuje
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 26 maja 2019, 10:22 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka