Planszowe

"Mystery of the Abbey" - recenzja

tekst archiwalny - 29 sierpnia 2007
Gry planszowe, to bardzo szerokie określenie. Zawiera się w nim wiele różnych gatunków, wśród których prym wiodą gry strategiczne i ekonomiczne. Przygodowych jest też sporo, ale niewiele jest tytułów tak specyficznych jak „Mystery of the Abbey”.

Tytuł: Mystery of the Abbey
Autor: Bruno Faidutti, Serge Laget
Wydawca: Days of Wonder
Liczba Graczy: 3-6 osób
Czas Gry: 60-90 minut
Edycja: Angielska

Zawartość Pudełka:
- plansza
- 6 plastikowych figurek mnichów
- 6 notatników
- 24 karty podejrzanych
- 9 kart Biblioteki
- 24 karty zdarzeń
- 6 kart Krypty
- 29 kart Skryptorium
- 8 kart mszy
- 50 podkładek podejrzanych
- 3 drewniane kości mnichów
- dzwoneczek
- instrukcja

Opactwo, które służy za spokojne schronienie wielu mnichom, zostało wstrząśnięte tragiczną wieścią – nocą znaleziono u stóp klifów ciało brata Adelmo. Śmierć ta zaskoczyła wszystkich, gdyż nieboszczyk znany był z niezwykłej zwinności i zachodzą podejrzenia, że ktoś pomógł mu w śmiertelnym upadku...

Po takim wstępie nie jest chyba kłopotem domyślić się, jaki będzie cel graczy – podróżnych mnichów, którzy przybyli do opactwa poszukując odpoczynku i wytchnienia w wędrówce. Niełatwo jednak dowiedzieć się, kto jest odpowiedzialny za śmierć brata Adelmo...

Na początek chciałbym powiedzieć parę słów o wykonaniu gry – po otwarciu pudełka i wyciągnięciu wszystkich elementów, ukazuje się nam bardzo miły widok. Pięknie ilustrowana plansza, ładne, odrobinę satyryczne rysunki mnichów zamieszkujących opactwo, oraz schludnie wyglądające karty i dobrze wyrzeźbione figurki – klasa sama w sobie. Days of Wonder ponownie udowodniło, że ich gry pod względem wykonania to jakość przez duże „J”. A na deser – malutki metalowy dzwoneczek, który od razu staje się ulubieńcem każdego z graczy.

Obrazek



Przygotowując rozgrywkę, każdy z graczy dostaje notatnik-zasłonkę (służący także za ściągawkę z zasad gry), pod którym skrywa swoją kartę podejrzanych, na której z kolei należy notować swój postęp w śledztwie, jednocześnie kryjąc swoje informacje przed innymi graczami. Z 24 kart z wizerunkami mieszkańców opactwa jedna wkładana jest pod planszę – to właśnie morderca, którego należy rozpoznać. Jak to zrobić? Cóż, w notatnikach kryją się wspomniane już przeze mnie podkładki, na których znajdują się wszyscy mnisi wraz z definiującymi ich cechami określonymi przez trzy symbole. Każdy z graczy otrzymuje też pewną ilość kart podejrzanych do ręki na początku gry – wszyscy mnisi, których karty zobaczy, są niewinni i można to właśnie zaznaczyć w notatniku.

Wspomniałem o cechach mnichów – są oni określeni przez trzy cechy wyglądu, imię, zakon, oraz tytuł. Mamy więc mnichów brodatych i ogolonych, grubych i chudych, zakapturzonych i takich, którzy kapturów nie noszą, a wszyscy oni należą do Templariuszy, Benedyktynów lub Franciszkanów, do tego mają tytuł Ojca, Brata bądź Nowicjusza. Przykład prosto z okładki gry – mnich po prawej to Ojciec William, który jest Templariuszem, nosi kaptur i brodę oraz jest chudy.

Gracze odkrywają powoli, kto jest zabójcą, głównie dwoma sposobami – zadając sobie wzajemnie pytania przy spotkaniach (np. „Ilu benedyktynów wykreśliłeś ze swojej listy podejrzanych?” lub „Czy podejrzewasz jeszcze Brata Berengara?”) oraz przekazując sobie na początku każdej Mszy (zazwyczaj zwoływana co cztery tury) określoną ilość kart podejrzanych. Przy okazji każdej Mszy ciągnie się także kartę zdarzenia, która zazwyczaj w dość wyraźny sposób modyfikuje rozgrywkę na czas pierwszej tury bądź też na czas trwania całej kolejki (tj. czterech tur).

Podróżując po Opactwie można trafić do wielu ciekawych miejsc – począwszy od Krypty, gdzie odpoczynek przy relikwiach można potem wykorzystać dla dodatkowego ruchu, na Skryptorium, gdzie można wykorzystać wiedzę drzemiącą w wielu księgach, kończąc. Większość pomieszczeń ma ze sobą związaną specjalną funkcję, która prawie zawsze działa na korzyść tego, kto tam wchodzi. A ruchy trzeba rozsądnie planować, bowiem co cztery tury wszyscy mnisi trafiają do Kaplicy...

Obrazek



Gracz, który rozpoczyna grę, dostaje karty Mszy i wspomniany już przeze mnie Dzwoneczek. Jego obowiązkiem jest przesuwać go przed każdym swoim ruchem na kolejne pole na karcie (jest ich 4), a gdy przesuwa go z czwórki, zadzwonić nim, aby zwołać Mszę. Wtedy ten zestaw (karty + dzwoneczek) dostaje gracz po jego prawej i to on musi wykonywać czynności z nim związane.

Gra, chociaż opiera się w znacznej mierze na planowaniu ruchów i dedukcji, ma w sobie też sporo przypadkowości – ciągnięte co Mszę karty zdarzeń oraz odpowiednio stosowane karty Skryptorium mogą poważnie wymieszać rozgrywkę, niszcząc plany graczy, którzy np. przez całą grę nie chcieli celowo dzielić się kilkoma kartami z innymi. Sprawia to, że ci, którzy oczekują gry w stu procentach skupiającej się na dedukcji, będą po prostu zawiedzeni.

Twórcy „Mystery of the Abbey”, Bruno Faidutti i Serge Laget, nie kryją inspiracji „Imieniem Róży” Umberto Eco, ale grze brakuje wiele do posępnego klimatu tej powieści. „Mystery...” jest grą zrobioną z humorem – począwszy od prześmiewczych w swoim stylu rysunków mnichów, poprzez ładną planszę, aż po karty zdarzeń, wśród których znajduje się na przykład taka perełka jak „Gregorian Fervor” – zmusza ona graczy do zagrania całej kolejki porozumiewając się... zaśpiewem psalmowym. Innymi słowy – do „Mystery of the Abbey” nie należy podchodzić poważnie. Znacznie lepiej gra się w nią z przymrużeniem oka.

Obrazek



Podsumowując – „Mystery of the Abbey” jest grą specyficzną, wypełniającą pewną lukę na rynku. Wielu graczy porównuje ją do „Cluedo”, w które ja osobiście nie grałem, ale z tego co wiem, w istocie podobieństw jest kilka. Argumentem, który się pojawia przy tym porównaniu jest to, że o ile „Cluedo” da się rozgryźć, o tyle z „Mystery...” nie da się tego zrobić ze względu na wyklinaną przez mistrzów dedukcji losowość. Mnie ta cecha gry nie przeszkadza, bawię się świetnie przy każdej rozgrywce, czy to w trzy, czy sześć osób. O tym też należy wspomnieć – gra jest świetnie opracowana, można w nią grać w dowolną ilość osób (w przedziale 3-6) i jest tak samo przyjemna. Stąd też moja bardzo pozytywna ocena. Polecam „Mystery of the Abbey” wszystkim, którzy chcą zagrać w coś innego, niż strategię lub przygodówkę. Grę można kupić już za 130 złotych, co za tak dobry produkt nie jest ceną wygórowaną, zaręczam. Szczególnie że do „Mystery...” istniał kiedyś dodatek w postaci dodatkowych kart, który teraz jest zawarty w wersji podstawowej.


PLUSY:
- tematyka
- wykonanie
- prostota rozgrywki
- lekkość

MINUSY:
- dla zwolenników czystej dedukcji: losowość

OCENA: 9/10
KOMENTARZE (1) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Monku 2 wrz 2007, 12:03
Klimat, klimat, klimta. Podstawa MotAbbey. Dzwoneczek wzywający na jutrznię, przeszukiwanie cel braci, spowiedź, to najlepsze w tej grze. Dobra rozgrywka może zależeć bardzo mocno od graczy. Bez klimatu to już nie to samo, ale nadal bardzo dobra gra.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 26 maja 2019, 10:38 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka