Planszowe

„Kokoska?”- recenzja gry „Laguna”

Początki cywilizacji, kolonizacje i zasiedlanie nowych terenów zawsze miały dla mnie specyficzny urok. Zaczęcie od nowa, podróż w nieznane, niepewna przyszłość czy liczne niebezpieczeństwa czyhające za rogiem, wydawały się ekscytujące i nietypowe. Oczywiście jestem pewien, że prawdziwi Polinezyjczycy nie podzieliliby moich przekonań. Przenieśmy się jednak do wyidealizowanego świata, gdzie pionierskie zmagania ograniczają się do leżenia pod palemką i pływania po krystalicznie czystych wodach laguny. Nie wolno jednak zapominać o chciwych sąsiadach, więc podczas leniuchowania trzeba czasem ruszyć tyłek, by ubiec wraże plemię, zdobywając przed nimi cenne Kokosy oraz inne precjoza.

Solidna i estetyczna łódź
Wydana przez Funiverse „Laguna” autorstwa Reinera Knizii, niezwykle doświadczonego projektanta planszówek, od razu rzuca się w oczy dzięki fenomenalnym ilustracjom Tomasza Larka. Perfekcyjnie dobrane barwy ilustracji nachalnie wołają ze sporego pudełka, zachęcając do sięgnięcia po nie. Znajdująca się na froncie opakowania scenka, rodem z ciepłych krajów, przywołuje wspomnienia słoneczka, plaży i świetnej zabawy. Kiedy pozbędziemy się wieczka, naszym oczom ukazują się najpierw tokeny, ulokowane w standardowej, zabezpieczającej „wypychance”. Niżej znajdziemy barwną instrukcję, bardzo dobrze sformułowaną oraz jasno tłumaczącą zasady. Kolejnym elementem, na jaki trafiamy, jest plansza. Wytrzymała, solidna i równie ładna, co cała gra. W pudełku trzyma ona w miejscu pozostałe przedmioty. Gdy ją wyjmiemy, uzyskujemy dostęp do wypraski, zawierającej przedziały dla reszty potrzebnych nam materiałów.

Obrazek

Sporo zajmuje wydzielona na rozlokowanie stu dwudziestu tokenów przestrzeń, kiedy już wypchniemy je z tekturek. Krążki, symbolizujące naszą populację, występują w czterech kolorach, po jednym dla każdego gracza. Wszystkie warianty kolorystyczne mają własny przedział, umożliwiając łatwe posegregowanie i szybkie rozpoczęcie rozgrywki. Kartoniki pokrywa grafika zarówno na awersie, jak i rewersie. Jedna z nich przedstawia ludka przy codziennej pracy, a druga zawiera obrazek tej samej osoby na łodzi, często bowiem nasze plemię musi przemierzać ciepłe i przyjazne wody laguny.

W parze z kółeczkami idą domki, symbole Wiosek, które tworzymy na podbitych… zaludnionych wyspach. W czasie gry pełnią podobną funkcję jak wyżej wspomniane tokeny, z tym, iż pozostają na planszy pomiędzy fazami i stanowią nasz punkt startowy w drugim stadium rozgrywki. Różnica występuje także, jeśli chodzi o wykonanie – są wytworzone z drewna, a nie tektury. Jaskrawe kolory, na które pomalowano te wykonane w stylu klasycznej architektury polinezyjskiej domki, nie odznaczają się zbytnio pośród feerii barw na planszy. Niewiele im jednak brakuje, by zamieszkali w nich Ważniak, Ciamajda czy Papa.

Nasze zasoby materialne są odzwierciedlane drewnianymi klockami, występującymi w pięciu wariantach. Kremowe Kokosy, żółte Bambusy, niebieska Woda i zielone Kamienie tworzą jedną grupę i to one dostarczają sporą liczbę punktów. Ostatni typ, brązowe Statuetki, daje łatwe w zdobyciu cztery „oczka”, co jest jednocześnie sporą, jak i niewielką wartością. Bo choć „wskakują” one szybko i bezproblemowo, to czasami warto pójść w innym, bardziej opłacalnym, kierunku.

Obrazek

Wizualnie klocki od razu wpadają w oko, minimalizm w połączeniu ze świetnie dobranymi kolorami tworzy wspaniałe połączenie. Ponadto są one bardzo przyjemne w dotyku. Warto też zaznaczyć, iż trafiają one do nas w woreczkach strunowych, zawierających torebki zapobiegające zawilgotnieniu komponentów. Miła gwarancja najwyższej jakości.
W pudełku znajdziemy też materiałowy mieszek, którego zadaniem jest ułatwienie rozlosowania surowców na mapie podczas przygotowań do gry. Wkładamy do niego wszystkie klocki, po czym wyciągamy po jednym i ustawiamy na planszy. Nie jest to jakieś wybitne rozwiązanie, ale działa. Ostatni składnik „Laguny”, blok karteczek do podliczania punktów pod koniec faz, bezproblemowo wypełnia swoje przeznaczenie. A arkuszy dostajemy tyle, że nie powinno nam ich braknąć przez bardzo długi okres. Cała oprawa graficzna gry zwraca na siebie uwagę dbałością i estetyką.
A jak wygląda rozgrywka?

Kilku kumpli weź, domek albo dwa…
Mechanicznie „Laguna” dzieli się na dwie fazy. Nie różnią się one jednak zbytnio. W gruncie rzeczy polegają na tym samym i zmiany są naprawdę niewielkie. Plansza posiada specjalnie wyznaczone miejsca, Święte Kręgi, gdzie umieszczamy losowe surowce. Oba etapy są podzielone na tury, w których zagrywamy token lub domek na wybrane przez siebie heksagonalne pole. Możemy go umieścić na dowolnym terenie sąsiadującym z innym naszym sprzymierzeńcem bądź Wioską. W pierwszej fazie mamy również możliwość ustawienia Pionierów na dowolnym heksie wodnym. Wszak Polinezyjczycy przybyli do tego Edenu na łodziach. Jeśli umieścimy członka naszej puli na kamiennym kręgu, zgarniamy znajdujący się tam zasób. I to w sumie całość zasad. Oczywiście wygląda to nieskomplikowanie, ale mnogość sposobów, na jakie zdobywa się punkty, dodaje rozgrywce głębi i taktycznego pomyślunku.

Gdy wyczerpią się nam dostępne do umieszczenia na planszy elementy, bądź na mapie nie będzie już możliwych do zgarnięcia surowców, kończy się pierwsza faza. Pionierzy wracają do naszej ręki, skąd będziemy ich zagrywać w kolejnym etapie. W tym momencie podliczamy punkty. Dostajemy je za obecność naszych ludzi na wszystkich wyspach i przewagę liczebną na poszczególnych, ilość zdobytych surowców i Statuetek oraz, co najciekawsze, za liczbę wysp, przez które przechodzi najdłuższy ciąg członków naszego plemienia.

Obrazek

Po podsumowaniu rezultatów, zaczyna się kolejna faza. Mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony solidne przygotowanie i rozstaw Wiosek ma w tym momencie ogromne znaczenie, gdyż można zamknąć spory fragment mapy wyłącznie dla siebie (a widok na morze także zawsze okej!). Pozwala ona także skorygować poprzednie błędy i ponowić próbę dominacji. Z drugiej - wadą drugiego tego etapu jest fakt, że robimy w nim dokładnie to samo, co w poprzednim. Jedyna różnica leży w miejscu startu. W poprzedniej fazie nasi ludzie rozprzestrzeniali się od łodzi na rzece w kierunku lądu, zaś w tej – od zbudowanych Wiosek. Mam wrażenie, że jest to zmarnowany potencjał, ponieważ nie daje żadnego powiewu dynamiki w rozgrywce. Pewnym osobom może to jednak przypaść do gustu, ponieważ nie wprowadza to zbyt wielu zmian, które mogłyby utrudnić zasady gry. Świetnie się też sprawdzi w przypadku młodszych uczestników, będąc łatwą w nauce i rozgrywce.

Bardziej zaawansowanym planszówkowiczom może jednak nie przypaść do gustu ponowne zbieranie klocków. Gdy po raz kolejny wyczerpią się nasze populacje w ręce bądź zasoby na planszy, znowuż podliczamy punktację. Kto uzbiera najwięcej „oczek” w tym momencie, może ubrać girlandy na szyję i cieszyć się kokoskiem na zimno.

Jak się żyje w plemieniu?
Niewielka zmiana, jaką jest ilość osób biorących w rozgrywce, ukazuje kompletnie różne oblicza „Laguny”. Grając w duecie mamy maksymalną ilość tokenów w puli. Ten wariant jest najnudniejszy. Zmagając się tylko z jednym przeciwnikiem, całość ogranicza się do zbierania wszystkiego jak leci. Jesteśmy w stanie bez problemu zgarnąć co potrzebujemy, a wygrywa ten, kto zbierze więcej.

Obrazek

Trójka to najmniejsza liczba uczestników, dla jakiej polecałbym ściągać grę z półki. Mamy wtedy pięciu osadników mniej niż w duecie, co sprawia, że zaczyna być wymagane uruchomienie szarych (cóż za kontrast barw) komórek, by spełnić wszystkie możliwe warunki punktowania. Czteroosobowa drużyna wyciska z tytułu najwięcej frajdy. Mamy wtedy rywalizację na ciekawym poziomie. Często nie sposób osiągnąć wszystkiego, brak nam ludzkiej siły, ponieważ z całości plemienia usuwamy aż dziesięciu członków. Walka o to, by zablokować ekspansję rywali, zapewnia sporo zabawy, a przewidywanie ruchów oponentów jest konieczne do osiągnięcia sukcesu.

Jak z regrywalnością?
Rozgrywka za każdym razem wygląda tak samo, a jedyna różnica to rozlokowanie surowców na początku. Sprawia to, że gra, po paru partiach, może nudzić. Zatem czy warto zaopatrzyć się w „Lagunę”? Ogromną zaletą tego tytułu jest jego uniwersalność. Możemy bawić się w praktycznie każdym gronie: zarówno z przyjaciółmi, jak i rodziną, przy różnych okazjach.

Doświadczenie nie odgrywa też wielkiej roli, więc początkujący także mają szansę z innymi graczami. Bardzo ładna szata graficzna od razu wpada w oko. Partia pozostawia po sobie jednak pewien niedosyt. Największym zawodem jest w mojej opinii druga faza. Brak możliwości stawiania w niej tokenów na dowolnym polu otwiera furtkę do tworzenie zamkniętych stref, ale i tak uważam to za wielce zmarnowany potencjał. Sama rozgrywka leci szybko, ale nie sprawia zbyt wielu problemów. Często wystarczy posługiwać się wypracowanymi schematami.

„Laguna” może przypaść do gustu zwolennikom gier typu „area control” i miłośnikom planszówek szybkich, niezbyt skomplikowanych. Miejcie jednakowoż na uwadze, że całość sprowadza się do rzucania krążków na heksagonalne pola i zbieraniu jak najwięcej surowców. Punktowanie ciągu dodaje jednak „kitraniu” klasy oraz szyku, bowiem przylepianie się do wszystkich wysp od strony wody traci wartościowość. Nie mogę powiedzieć, bym bawił się źle przy tej grze, natomiast naprawdę liczyłem na starcia z wrażymi wojskami. A tu co? Nawet Kokosem nie warto rzucić, bo punkty.

Ocena: 4/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu Funiverse.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 25 maja 2019, 00:13 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka