Planszowe

Raz na wozie, raz pod wozem - recenzja gry „Talisman: Magia i Miecz”

Doskonale pamiętam moje pierwsze starcie z tą grą. Byłem wtedy bardzo młody, a wcześniej znałem tylko pozycje typu „Monopoly” i „Scrabble”, znalezione gdzieś w świetlicy. Wzięliśmy ze znajomymi to wielkie, ciężkie pudło, rozpakowaliśmy i przestraszyliśmy się ilości przeróżnych akcesoriów w środku.

Szybko sięgnąłem po instrukcję i kilka stron wystarczyło, bym stwierdził, że to zbyt wiele do czytania, więc spontanicznie chwyciliśmy figurki, kości i zagraliśmy - na własnych zasadach (jak się potem okazało, całkiem podobnych do tych oryginalnych) i bawiliśmy się świetnie. Po upływie kilku lat moje odczucia się nie zmieniły. Ta gra jest po prostu bardzo dobra i zapewniająca sporo rozrywki, pomimo kilku wad.

„Talisman: Magia i Miecz” to wydana przez Games Workshop planszówka ukazująca rywalizację graczy, dążących do wyeliminowania oponentów poprzez osiągnięcie Korony Władzy i wykorzystanie jej mocy. Na papierze proste zadanie, ale każde podejście jest wymagającym starciem ze znajomymi i własnym szczęściem. Podczas kilkugodzinnej rozgrywki rozwijasz i wzbogacasz swoją postać poprzez wędrowanie po planszy i odkrywanie kart Przygód. Gra daje szansę na szybkie przetestowanie zdolności bojowych herosa w pojedynkach z przeróżnymi potworami, dosyć często stającymi na drodze śmiałków. Całość urozmaicają intrygi występujące pomiędzy bohaterami, rzucane na prawo i lewo Zaklęcia oraz okrzyki graczy, gdy wyniki na kościach nie spełniają ich oczekiwań, a wymarzone zwycięstwo oddala się z każdą turą.

Gra trafia do naszych rąk zapakowana w stylowe kartonowe pudło ozdobione charakterystyczną grafiką przedstawiającą starcie czempionów ze smokiem. Boki opakowania udekorowane są obrazkami z kart Przygód i Zaklęć. Na dole pudełka znajduje się streszczenie co czeka gracza, jeśli kupi tę pozycję oraz informacje czysto techniczne, na przykład nazwa wydawcy, liczba uczestników czy średni czas rozgrywki (swoją drogą, jakiś dziwnie krótki). Po otwarciu, naszym oczom ukazuje się instrukcja, wydrukowana na przyjemnym w dotyku kredowym papierze. Jest ona mocno przydługa, zwłaszcza, jeśli chce się szybko zacząć. Mimo że wszystko dokładnie objaśnia, nowej osobie można przedstawić najważniejsze zasady w pięć minut i będzie ona w stanie bez problemu wziąć udział w rozgrywce. Pod instrukcją znajduje się plansza. Wydrukowana na tekturze sporych rozmiarów kraina, po której będą przemieszczać się figurki przedstawiające naszych bohaterów, wygląda bardzo ładnie. Nawet po długim użytkowaniu grafika się nie niszczy i nie blaknie, aczkolwiek podczas jednej sesji, przy wyciąganiu z pudełka podarła się na łączeniu. Pod nią, w plastikowych przegródkach, rozlokowane są wszystkie pozostałe elementy. A jest tego sporo: karty Postaci, Przygód, Zaklęć, Ekwipunku, znaczniki, tokeny Losu, monety i figurki bohaterów (po jednej dla każdej klasy). Te ostatnie zasługują na szczególną uwagę - duże, solidnie wykonane i doskonale pasujące wyglądem do gry. Mogłyby być kolorowe, ale to już chyba tylko „starcze narzekanie” z mojej strony. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do jakości wykonania i trwałości akcesoriów wyprodukowanych z plastiku albo tektury. Służą mi dobrze od ponad roku.

Rozgrywka dzieli się na tury. Gracz, którego kolej nadeszła, rzuca typową sześcienną kością. Następnie porusza swój pionek w wybranym przez siebie kierunku. Każde pole na planszy, podzielonej na trzy krainy, zawiera opis czynności, jakie należy wykonać po trafieniu w dany punkt. Najczęściej jest to pociągnięcie określonej ilości kart z talii Przygód. Mają one najróżniejsze efekty, od globalnych wydarzeń, przez ekwipunek, po groźnych (czasami) przeciwników. Jeśli przytrafi nam się ten ostatni scenariusz, zazwyczaj musimy stoczyć walkę. Jak wygląda takie starcie? Rzucamy kością (znowuż!) i sumujemy wylosowaną liczbę z wartością Siły lub Mocy naszego bohatera. Wyższy wynik wygrywa. Jeśli przegramy - tracimy punkt Żywotności. Gdy wyczerpią się nam zielone żetony, musimy zrobić nową postać. Jeśli na polu, na które trafiliśmy, znajduje się bohater oponenta, możemy go zaatakować, by w przypadku zwycięstwa zdobyć jego przedmioty lub zabić go. Gra toczy się do momentu, gdy jeden z uczestników zdobędzie tytułowy Talisman i dotrze do Korony Władzy. Wtedy, zamiast wykonywać ruch, szczęśliwiec może rzucać Zaklęcie Rozkazu, które sprawia, że oponenci powoli się wykrwawiają. Od tego momentu nie tworzy się już nowych postaci, a „the last one standing” wygrywa.

Gra prezentuje bardzo ciekawą rozgrywkę w sztampowym świecie fantasy (co według mnie wcale nie jest wadą. Niestety ogromna losowość zakłóca pełne emocji dążenie do Korony Władzy, sprawiając, że nawet rozwinięta postać może przegrać z goblinem. Oczywiście istnieje mechanika punktów Losu, pozwalających wykonać ponownie jakikolwiek rzut. Ciężko jednak o jakąś strategiczno-taktyczną głębię. Ponadto nie jest to rozrywka dla osób, które mają mało czasu. Samo podstawowe ulepszanie swojej postaci już długo trwa, a dodatkowo gracze cały czas ścierają się ze sobą co jeszcze bardziej wydłuża czas gry. Na palcach jednej ręki mogę policzyć rozgrywki zakończone w przewidywanych 3 godzinach. Najdłuższa trwała około pięciu i pół godziny. Teoretycznie w zasadach umieszczono Alternatywne Zakończenia, ale nie skracają one czasu gry w znaczący sposób. Kolejnym problemem, z którym boryka się „Talisman” jest ograniczona ilość kart Przygód. Chociaż edycja podstawowa zawiera ich dosyć dużo, to po kilku sesjach zna się wszystkie i zabawa nie dostarcza już takich emocji. Wtedy bardzo dobrym rozwiązaniem jest kupno jednego z kilkunastu dostępnych dodatków. Można w nich znaleźć nie tylko nowe karty, ale także klasy postaci, fragmenty powiększające planszę o nowe krainy czy całkiem nowe mechaniki. Niestety nie każdy może sobie pozwolić na dodatkowy wydatek.

„Talisman: Magia i Miecz” to gra ciekawa, dosyć niekonwencjonalna, oferująca dużo frajdy na długie (czasem zbyt długie) godziny. Pokonanie innego uczestnika daje niesamowitą satysfakcję, a różnorodność wśród klas postaci i kart Przygód oddaje klimat fantastycznego uniwersum. Oczywiście należy także uwzględnić wady tej produkcji. O ile temat ceny pozostaje kwestią dyskusyjną, to rozgrywka jest dosyć powtarzalna i uzależniona od szczęścia. Nie każdemu spodoba się także warstwa fabularna. Czy ta właśnie gra zasługuje na wyróżnienie spośród zalewu innych tego typu tytułów? Osobiście nie żałuję wydanych pieniędzy i polecam. Po za tym za grosze można kupić wersję elektroniczną, która pozwoli przetestować planszówkę przed zakupem, a może nawet zastąpi tradycyjną wersję.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 paź 2018, 19:21 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka