Planszowe

„Kowalski! Analiza”* – recenzja gry planszowej „Pingwiny z Madagaskaru”

Pingwinów z Madagaskaru chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Szeregowy, Rico, Kowalski i Skipper zadebiutowali na ekranach kin w filmie animowanym „Madagaskar” w 2005 roku. Następnie doczekali się własnego serialu animowanego, pełnometrażowej animacji oraz gry wideo. Tym razem przyszła pora na planszówkę, a jej stworzenia podjął się Michał Ozon.


„Podzieliłem przez zero!”

„Pingwiny z Madagaskaru” to gra rywalizacyjna, według oznaczeń na pudełku przeznaczona dla 2-4 graczy powyżej 14 roku życia. Pierwsza styczność z nią wzbudza ambiwalentne uczucia. Pod pewnymi względami zawodzi. Chociażby dlatego, że kwadratowe pudełko w niestandardowym rozmiarze jest niewspółmiernie duże w stosunku do zawartości, a jednocześnie mniejsze w środku – przez to, po wyciągnięciu wyprasek z żetonów, włożona instrukcja gnie się. Nie najlepsze wrażenie sprawia również dołączony do wersji recenzenckiej worek na kartonowe elementy, który jest stanowczo zbyt duży. Ten detal jednak może wyglądać nieco inaczej w egzemplarzach gry dostępnych na sklepowych półkach.

Obrazek



Wykonanie „Pingwinów z Madagaskaru” sprawia jednak również dobre wrażenie. Wszystkie elementy zawarte w pudełku, tj. kafelki planszy, żetony, dwustronne karty, kostka i figurki pingwinów, wykonane są świetnie i nie można mieć co do nich zastrzeżeń. Na szczególną pochwałę zasługuje ostatni z wymienionych elementów, wyprodukowanych przez firmę Cobi – z pewnością frajdą dla dzieci okaże się samodzielny montaż pingwinów, które w dodatku da się później wykorzystać podczas zabawy klockami wymienionej firmy.
Grafiki okraszające elementy tej planszówki powinny pozostać raczej poza oceną, ponieważ w tej roli wykorzystane zostały kadry z serialu animowanego. Można jednak zaznaczyć, że są one bardzo dobrej jakości, co z pewnością wpływa pozytywnie na odczucia z rozgrywki. Dodatkowo na niemal wszystkich kartach pojawiają się cytaty z telewizyjnych „Pingwinów z Madagaskaru”, dzięki czemu gra ma mocno odczuwalny ich klimat.

Obrazek




„Okazuje się, że nieprzyjaciel jest przyjacielski!”

Wykonanie gry pozostawia zatem co nieco do życzenia, mimo niezaprzeczalnych zalet. A jak prezentuje się sama rozgrywka? Przeniesienie „Pingwinów” z ekranu na planszę nie było prostym zadaniem. Trafienie w gust różnorodnej grupy graczy, wykorzystując znane im postacie i ich przygody, to nie lada wyzwanie. Autor jednak uporał się z nim całkiem nieźle, tworząc grę zarówno dla dzieci i graczy okazjonalnych, jak i planszówkowych weteranów.
Można się zatem domyślić, że pomysł Michała Ozona (zrealizowany przez wydawnictwo Phalanx) oferuje nam dwa warianty rozgrywki – rodzinny oraz zaawansowany. Pierwszy z nich, jak nazwa wskazuje – przeznaczony do familijnej zabawy, jest stosunkowo prosty. Poradzą sobie z nim zarówno dzieci, jak i dorośli sięgający po planszówki tylko od czasu do czasu.

Obrazek



Rozłożenie planszy z kafelków według schematu trwa zaledwie chwilkę i już możemy przystąpić do rywalizacji. W każdej turze, wcielając się w Skippera, Kowalskiego, Rico lub Szeregowego, dobieramy kolorowe żetony z woreczka i odwiedzamy dwa wybrane pola, na których wykonujemy określone w instrukcji akcje, np. wymieniamy żetony, dobieramy nowe lub wybieramy misję. W pewnym uproszczeniu – rozgrywka polega tutaj na zbieraniu zasobów w postaci żetonów oraz wymianie ich na karty figurantów. Te zaś dają nam punkty zwycięstwa. Dodatkowe profity otrzymujemy także dzięki kartom misji.

W pierwszej chwili nawet uproszczony sposób gry może wydawać się skomplikowany, jednak już po kilku turach uczestnicy nie powinni mieć z nim żadnego problemu. Świetnie sprawdza się on podczas zabawy z dziećmi, nawet sześcioletnimi, ponieważ jest prosty, powtarzalny i stwarza okazję do poćwiczenia liczenia i rozpoznawania kolorów. Jednakże starszym lub bardziej doświadczonym graczom może szybko się znudzić. Pod tym względem zupełnie nietrafione jest oznaczenie na pudełku – dla 14-latka uproszczona rozgrywka może się okazać mało atrakcyjna już po kilku rozegranych partiach. Jednak młodsi planszówkowicze powinni się świetnie bawić.
Wariant zaawansowany „Pingwinów” jest bardziej skomplikowany i z pewnością będzie wymagał nieco więcej czasu na oswojenie się z nim. Na początek rozkładamy kafelki planszy wskazaną w instrukcji stroną, w losowej konfiguracji. Przyjmując ten sposób gry, podobnie jak we wcześniej opisanym, za zadanie mamy zdobyć jak najwięcej punktów zwycięstwa. Misja ta jednak nieco się komplikuje, w każdej turze mamy bowiem do wyboru wykonanie 4 z 5 dostępnych akcji, w których wypełnieniu przeszkadzać nam mogą inni gracze. I vice versa. Ta wersja zabawy oprócz utrudnień daje też pewne bonusy – każda z kart figurantów ma własne umiejętności lub może dać nam dodatkowe punkty na koniec gry. Aby ułatwić końcowe podliczanie punktów, wydawca dołączył do gry notes do ich sumowania. Nie da się ukryć, że to bardzo dobry pomysł, bo początkowo można się w tej czynności pogubić.
Wybierając trudniejszy sposób gry, musimy liczyć się ze znacznie wyraźniej odczuwalną negatywną interakcją pomiędzy uczestnikami. W tej sytuacji, aby wygrać, nie wystarczy tylko patrzeć, jak pomóc samemu sobie. Na pierwszy plan wyłania się przeszkadzanie pozostałym pingwinom. A możemy robić to na kilka sposobów – blokując wejście na konkretne pole planszy, zbierając figurantów, którzy szczególnie przydaliby się naszym przeciwnikom, lub używając przeciwko nim zdolności z kart.

Obrazek



Wariant zaawansowany spełnia zatem swoją rolę i w jego przypadku oznaczenie wiekowe 14+ ma sens. Prowadzone partie stają się mniej przewidywalne i wymagają znacznie więcej kombinowania. Nie znudzą się również zaprawionym graczom tak prędko jak wariant rodzinny. Podział ten okazał się zatem świetnym pomysłem.


„Dziś polujemy na pingwina!”

Czy zatem w ogólnym rozrachunku warto poszerzyć domową kolekcję planszówek o „Pingwiny z Madagaskaru”? Tak, chociaż cena gry mogłaby być nieco niższa (150 zł to wysoka kwota za tak niewiele elementów, mimo że są świetnej jakości), a pudełko lepiej przemyślane. Nie ma jednak wątpliwości, że przy „Pingwinach” będą się dobrze bawić zarówno dzieci, jak i dorośli. Szczególnie dużo radości taka rozrywka powinna sprawić fanom tych sympatycznych mieszkańców zoo.

Ewa „Hander” Zielińska

* Fragment tytułu oraz śródtytuły to cytaty z serialu „Pingwiny z Madagaskaru”, pojawiające się na kartach gry planszowej.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 29 cze 2017, 06:42 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka