Planszowe

Prywatna gwiazdka z nieba. Recenzja gry „Mały Książę: Droga do gwiazd”

Któż nie zna „Małego Księcia”? Książka od lat uważana jest za klasykę literatury, którą każde dziecko i każdy dorosły powinien przeczytać. Nic więc dziwnego, że pojawiają się kolejne filmy i gry odnoszące się do tego ponadczasowego tekstu. Takim nawiązaniem jest właśnie „Mały Książę: Droga do gwiazd” – gra planszowa oparta na motywach filmu, który w sierpniu pojawił się w polskich kinach. Czym zatem jest ta wersja „Małego Księcia” – ile ma wspólnego z książką i czy warta jest uwagi? O tym poniżej.

„Jakaż pani jest piękna!”

Zacznijmy od pierwszego wrażenia, czyli wyglądu i wykonania „Drogi do gwiazd”. W pudełku znajdziemy z pozoru skromne, acz wystarczające wyposażenie. Osiem części trasy, sporo żetonów różnego rodzaju, karty dla każdego gracza oraz drewniane samoloty pełniące rolę pionków. Wszystko to jest dobrze wykonane i przy normalnym użytkowaniu nie powinno zbyt szybko ulec zniszczeniu. Wyjątkiem mogą być karty, którym przy grze z dziećmi mogą się przydać dodatkowe koszulki. Nie wynika to jednak z ich wykończenia – chodzi raczej o profilaktykę dla osób, które uwielbiają swoje gry zachowywać w nienaruszonym stanie.

Obrazek

Gra wykorzystuje grafiki z filmu animowanego, prezentujące się przepięknie. Zarówno karty, jak i plansze trasy czy żetony potrafią zachwycić swoją estetyką. Ilustracje są szczegółowe i dopracowane oraz doskonale oddają klimat całej gry. W trakcie rozrywki można zatem czerpać dodatkową przyjemność z przyglądania się elementom tej planszówki.

Obrazek



„Oswój mnie! – powiedział lis.”

No dobrze, wygląda ładnie, ale o co w tym wszystkim chodzi? „Mały Książę: Droga do gwiazd” to gra przeznaczona dla 2-6 osób od 6 roku życia, a celem rozgrywki jest zebranie na trasie jak największej ilości gwiazdek. Plansza, po której gracze prowadzą swoje samoloty, układana jest każdorazowo przed grą i może tworzyć różne konfiguracje. Mimo iż posiada start i metę, dotarcie na ostatnie pole nie jest konieczne do ukończenia gry, chociaż zwiększa prawdopodobieństwo jej wygrania.

Obrazek



Rozgrywka przebiega w sposób nietypowy jak na grę typu „dojdź na metę i zdobądź jak najwięcej punktów”. Nie mamy tutaj bowiem rzutów kością, które określałyby o ile pól chmur możemy poruszyć się w danej turze. Zamiast tego każdy z uczestników posiada karty określające maksymalną ilość chmurek, o jaką może się przesunąć do przodu. W każdej rundzie trzeba zużyć jedną kartę i polecieć minimum o jedno miejsce naprzód. Ponadto kolejność graczy nie jest z góry określona, np. według ruchu wskazówek zegara. Porusza się zawsze osoba pozostająca najbardziej w tyle (lub w przypadku kilku graczy na jednym, ostatnim polu – ten na wierzchu stosu samolotów). Jest to ciekawe rozwiązanie, które świetnie się sprawdza w praktyce i daje uczestnikom, szczególnie tym starszym, ciekawe możliwości taktyczne.

Obrazek



Kolejne zasady są bardzo proste. Niektóre pola mają dodatkowe oznaczenia – gwiazdki, teleskopy lub ptaszki. Pierwsze dodają nam żetony gwiazd, od których zależy wygrana. Drugie mogą te żetony dodawać lub odejmować. Trzecie natomiast umożliwiają wzięcie dodatkowych kart na rękę – jest to o tyle istotne, że ich początkowa pula nie wystarcza na dotarcie do mety. Ponadto na trasie trzy razy mamy okazję zdobyć po jednej karcie opowieści – one również dodają punkty do ostatecznego wyniku. Gra kończy się w momencie, gdy wszyscy gracze dotrą na metę lub skończą im się karty na ręce. Jak zatem widać, dotarcie do końca nie jest konieczne do wygranej, dodaje jednak więcej punktów.

Zasady są dosyć proste i gra mogłaby się prędko znudzić. Twórcom udało się temu zaradzić wprowadzając kolejny interesujący zabieg. Jest nim przygotowanie planszy w częściach, które uczestnicy rozgrywki sami układają przez każdą partią. Trasa składa się z 8 dwustronnych kawałków – 5 z nich różni się ułożeniem pól (oraz rozkładem dodatkowych oznaczeń na nich) po obu stronach. Możliwość układania toru gry na różne sposoby sprawia, że każda rozgrywka może być nieco inna.

Obrazek



Warto wspomnieć o przebiegu zabawy w przypadku różnej liczby uczestników i ich wieku. Jak już wspominałam, gra przeznaczona jest dla 2-6 graczy i dobrze sprawdza się w każdej z przewidzianych konfiguracji. Oczywiście są pewne różnice. Przy więcej niż 3 osobach, aby wygrać trzeba się znacznie bardziej nakombinować, szczególnie żeby zebrać upatrzone karty opowieści (a jest o co walczyć, bo mając szczęście, za wszystkie trzy łącznie można zgarnąć aż do 13 gwiazdek). W przypadku dwóch uczestników rozgrywka robi się nieco bardziej przewidywalna. Szczególnie w sytuacji, gdy gracze są dorośli. Ci mają w zwyczaju wszystko dokładnie analizować i czasem przy uważnym śledzeniu poczynań przeciwników oraz liczeniu ich punktów już spory kawałek przed metą można określić, kto wygra.
Bardzo istotny jest fakt, że oznaczenie wieku minimalnego graczy na 6 lat jest jak najbardziej trafione. 6-latek w mig jest w stanie zrozumieć wszystkie zasady i w ciągu zaledwie kilku minut zacząć sobie radzić w grze równie dobrze jak dorośli uczestnicy. Oczywiście w przypadku gry z dziećmi analizowania sytuacji jest nieco mniej i problem przewidywalności wygranej znika.

“Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”

„Mały Książę: Droga do gwiazd” to z pewnością gra warta uwagi. Po pierwsze – rodzinna, bo faktycznie dobrze bawić się przy niej mogą zarówno dzieci, jak i dorośli. Dzięki temu idealnie nadaje się do rodzinnej integracji. Po drugie – prosta, zrozumienie jej zajmuje zaledwie kilka minut, a cała rozgrywka kilkanaście. Nawet planszówkowi laicy powinni sobie z nią świetnie poradzić. Po trzecie – relaksująca, świetna jako przerywnik pomiędzy bardziej skomplikowanymi pozycjami (w przypadku graczy dorosłych) albo zajęcie dzieci na kilka chwil. Ponadto, dzięki cieszącej oko oprawie wizualnej, dorosłym przypomni czytaną w dzieciństwie niewielką książeczkę o Małym Księciu, a dzieci może skłonić do sięgnięcia po nią lub do obejrzenia filmu.

Jest to zatem pozycja obowiązkowa w domowej biblioteczce gier planszowych, szczególnie w domu wielopokoleniowym. Nada się jako prezent dla dzieci, ale bezdzietni dorośli też nie powinni być zawiedzeni, zwłaszcza jeśli lubią baśniowe klimaty i powrót do czasów dzieciństwa.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 26 maja 2019, 10:28 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka