Planszowe

"Fun Farm" - recenzja gry planszowej

Kto z nas za młodu nie oglądał kreskówek, których bohaterami były słodkie zwierzątka: kózki, koniki, krówki i cała reszta domowego inwentarza? Wszyscy byliśmy fanami misiów, króliczków, piesków i innej menażerii, biegającej po ekranie i przeżywającej swoje przygody na wsiach, polach i w miastach. Tym razem, dzięki wydawnictwu Black Monk, będziemy mieli okazję doświadczyć bohaterów z bajek nie tylko w postaci obrazków, ale również pobawić się nimi w szalonej grze „Fun Farm”.

Całe dobro inwentarza

Gra już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zabawnej, gdyż pudełko zostało zaprojektowane tak, by z wnętrza spoglądały na nas... zwierzęta! Głównym elementem są bowiem duże, gumopodobne i pomalowane na wesołe kolory zwierzaczki. Prócz tego znajdujemy dwie kości (czarną i białą, z sześcioma różnokolorowymi kropkami, po jednej na każdej ze ścianek), 24 karty oraz krótką, jednostronicową instrukcję. Teraz musimy szybko ruszyć do akcji, gdyż nasi podopieczni uciekają z zagród i należy ich złapać!

Obrazek



Rozgrywkę rozpoczynamy od rozłożenia na środku stołu figurek tak, by każdy z graczy miał do nich łatwy dostęp. Następnie pierwszy z nich odsłania kartę i wykonuje rzut kośćmi. Każda z kart przedstawia stworka oraz dwie kości – czarną i białą z kropką w jednym danym kolorze. Jeśli któraś z kości po rzucie prezentuje identyczny układ, jak ten na karcie, pierwszy gracz, któremu uda się złapać podobiznę milusińskiego przedstawionego na rysunku, otrzymuje kartę. Jeśli natomiast wynik nie jest tożsamy z rysunkiem, następuje tura następnej osoby, która wykłada kolejną kartę (poprzednich nie chowamy, a ich liczba na stole może z czasem rosnąć, podwyższając poziom trudności) i używa kości. Jeśli wynik pokrywa się z oznaczeniami na kilku kartach, można złapać więcej zwierzaków, jednak należy pamiętać, że każdy, którego niesłusznie weźmiemy do ręki, spowoduje karę – za pomyłkę trzeba oddać jedną ze zgromadzonych uprzednio kart.

Zabawa toczy się do momentu, kiedy dobrana zostanie ostatnia z kart, natomiast zwycięzcą zostaje gracz, który zgromadził najwięcej z nich. Wszystko to zajmuje od dziesięciu do dwudziestu minut, co sprawia, że grą trudno się znużyć.

Czy warto być rolnikiem w naszych czasach?

Gra „Fun Farm” przeznaczona jest głównie dla dzieci, więc proste zasady, śliczne figurki zwierzaczków i kolorowa oprawa graficzna stanowią jej niewątpliwą zaletę. Dzieci podczas rozgrywki nie tylko będą cieszyły się uroczą zabawką, ale również nauczą się koncentracji i ćwicząc spostrzegawczość, nabiorą refleksu. Dzięki wyglądowi poszczególnych elementów nie trzeba nakłaniać pociech do zabawy, gdyż same z chęcią będą po nią sięgały.

Obrazek



O dziwo okazuje się, że mimo aż narzucającego się wniosku, że tak prosta gra może spodobać się tylko dzieciom, szybkość rozgrywki i jej szalony charakter przypadną do gustu również wielu dorosłym. „Fun Farm” powinien zaskarbić sobie sympatię nawet dojrzałych ludzi, którzy nie unikają gier zręcznościowych. Również w takim towarzystwie uciekające kurczaki, krowy i konie potrafią spowodować salwy śmiechu.

Ciężkie jest życie rolnika

Niestety i ta gra nie uchowała się od wad. Zwierzaczki zostały naprawdę dobrze zaprojektowane z jednym wyjątkiem – w naprędce zorganizowanym wśród graczy quizie zatytułowanym „co to jest?”, a dotyczącym czerwonej figurki, wygrały odpowiedzi: „dzik”, „guziec” oraz „czerwona krowa”. Prawidłowa opcja „koń” pojawia się niezwykle rzadko. Co prawda nie jest to wielka wada i można wszystko zrzucić na karb wizji artystycznej projektanta, jednak widok czerwonego... czegoś pośród zwierzyny domowej sprawia dość dziwne wrażenie. Nie przeszkadza to jednak w rozgrywce, więc ma raczej rangę drobnego dziwactwa niż faktycznej wady. Przecież nie wszystkie zwierzęta w oborze muszą być realne... Prawda?

Obrazek



Jeśli jednak mowa o prawdziwych wadach, trzeba nadmienić, że śliczne figurki zostały wykonane dość niedbale. Mimo że nowe prezentują się rewelacyjnie, dość szybko schodzi z nich farba, przez co po stosunkowo krótkim czasie kurczaczek może zostać pozbawiony swojego czerwonego dzioba i grzebienia oraz oczu, a owieczka stracić kolorowe nóżki. Ten mankament również nie przeszkadza w rozgrywce, jednak zwisające z maluchów płaty farby nie sprawiają dobrego wrażenia.

Hej ho, hej ho, do pracy by się szło!

Luca Bellini po raz kolejny udowodnił, że wie jak tworzyć proste gry, które zauroczą zarówno dzieci, jak i dorosłych. Po znanym i lubianym „Jungle Brunchu” jego nowy „Fun Farm” szykuje się do szturmu na pierwsze miejsca wśród najpopularniejszych gier dla dzieci. Prostota połączona z szybkością i humorem są na spółkę z chwytliwą grafiką niewątpliwym przepisem na sukces. Gra ta idealnie nadaje się na prezent dla każdego dziecka!
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 gru 2018, 18:10 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka