Planszowe

"Steam Park (edycja polska)" - recenzja

Na pewno wielu z Was, jako dzieci, było w stanie zrobić wszystko, by móc pojechać z rodziną do wesołego miasteczka. Pojeździć samochodzikami, wsiąść do diabelskiego młyna i podziwiać świat z góry, czy bawić się na karuzelach. Zapewne też spory odsetek z Was marzył o tym by zostać właścicielem najwspanialszego parku rozrywki, jaki mogliście sobie wyobrazić. Wszystkie Wasze marzenia mogą się spełnić w grze planszowej „Steam Park” wydanej w Polsce nakładem Fabryki Kart Trefl-Kraków.

„Steam Park” został zamknięty w masywnym pudle o wadze około dwóch kilogramów o lekko chropowatej teksturze. Grafika znajdująca się na wierzchu pudełka przypomina obraz olejny, na dole mamy zaś opis gry i zawartości. Wszystkie elementy gry są wykonane z kartoników, które musimy sami wyciągnąć z wyprasek, lecz tutaj zaczynają się pierwsze schody z grą. Wyciągnięcie elementów bez ich uszkodzenia było rzeczą piekielnie trudną i w niektórych miejscach znaczniki mają ubytki (np. naderwane nadruki). Nie jest to dobry znak. Mam nadzieję, że w późniejszych edycjach wyjmowanie znaczników będzie łatwiejsze.

Obrazek



Akcja toczy się w steampunkowym mieście Robotowie, gdzie odbywa się coroczny festiwal trwający sześć dni. Gracze wcielają się we właścicieli wesołych miasteczek, którzy mają na celu dać robotom jak najlepszą rozrywkę i jednocześnie ściągnąć ich do swojego lunaparku, by generować możliwie jak największe zyski.

Gra odbywa się w sześciu rundach będących dniami festiwalu Robotowa. Na początku każdej rundy gracz rzuca sześcioma kośćmi, od których zależy, jakie gracz może wykonać akcje w dalszej fazie (budowa rollercoasterów, budek, zagrywanie kart premii, przyciąganie gości albo sprzątanie brudów). Kości akcji, które nam pasują, kładziemy na znacznik w kształcie świnki-skarbonki, resztę możemy przerzucić i położyć na znaku. Następnie ciągniemy jedną z czterech kart, która może pomóc w rundzie, lub ją uprzykrzyć. Jedna z kart może sprzątnąć cztery znaczniki brudów, podczas gdy druga może ich tyle samo wygenerować.

Dalej mamy fazę brudów: za każdą plamkę, jaka znajduje się na kości, dostajemy po jednym znaczniku brudu, a goście generują dodatkowy jeden.

Po tej fazie zaczyna się faza akcji, w której wykorzystujemy kości. Możemy budować rollercoastery, za których pomocą możemy stawiać na nich gości generujących zyski kosztem czystości naszego parku. Również możemy pozbywać się zalegających brudów, gdyż mało kto chce się bawić w zaśmieconym wesołym miasteczku - niesprzątane śmieci odbiją się na wyniku. Możemy także zagrywać karty premii dające nam pieniądze za posiadanie np. danej ilości gości danego koloru czy budki dające nam przewagę (dla przykładu wygódka podwaja efektywność sprzątania brudów i zamiast jednego znacznika brudu znikają dwa). Za niewykorzystane kości podczas fazy akcji możemy kupować dodatkowy teren dla swojego parku, ponieważ żaden z budynków nie może się stykać z innym, a więc należy kupować teren by móc rozwijać swój park

Obrazek



Każdy z pionków ma świetną szatę graficzną i swój unikalny steampunkowy klimat; zielone drzewa zbudowane z metalu, różowe, brukowane pałace miłości czy posępne budynki zbudowane z bliżej nieokreślonych materiałów otoczone mackami. Wszystkie budynki zostały wykonane z tektury i są wielowymiarowe - samo pudełko jest na tyle duże, że nie trzeba ich rozmontowywać do następnej rundy gry, co jest dużym plsuem.

Pomimo, że zarówno ilustracje jak i sama gra są niczego sobie, to instrukcja zawodzi. Sama w sobie wygląda pięknie: napisana w lekki żartobliwy sposób („Zabawcie się w Adama Słodowego i złóżcie znaczniki rollercoasterów”), okraszona wspomnianymi ilustracjami i wydana na śliskim papierze. Niestety, tekst zawarty w instrukcji był nieczytelny. Po przebrnięciu przez instrukcję i kilku rundach zasady stały się proste i czytelne, ale co z tego skoro przez 30 minut trzeba było przedzierać się przez zaledwie trzynaście kartek w celu poszukiwania sensu w zdaniach w niej zawartych.

Obrazek



„Steam Park” jest produkcją zarówno dla planszówkowych „hardkorów”, jak i zupełnego laika. Gra pozwalała obierać graczom różne strategie (można stawiać na jak największą liczbę gości narażając się na pełno brudu, czy zachowywać czystość kosztem niskiej liczby zwiedzających). Na plus warto wspomnieć również o rysowanej przez Marie Cardouat oprawie graficznej fantastycznie godzącą estetykę steampunku z wesołym miasteczkiem.

Obrazek



Choć na początku były trudności z instrukcją i zrozumieniem zasad panujących w tym tytule, można czerpać z niego sporo radości z grania. Liczę również na poprawienie wyciągania żetonów w późniejszych wydaniach, tak abym mógł je spokojnie wyjąć bez obaw, że je zniszczę. Można tę grę śmiało podzielić każdemu z aspiracjami do budowy swojego wymarzonego parku rozrywki.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 lis 2018, 23:03 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka