Komputerowe

Czy tonący Ashbringera się chwyta? - recenzja „World of Warcraft: Legion”

prepatch, class hall, artefakty, Broken Isles
Po pierwszych zapowiedziach „Legion” wydawał się być dodatkiem idealnym, naładowanym tym, co wszyscy gracze pokochają – wracają znane postacie, dochodzą nowe elementy rozgrywki, nieznany dotąd kontynent, świeży system PvP, raidy, jakich jeszcze nie było... Hype kreowany przez Blizzarda był ogromny. A jaki w rzeczywistości jest Legion? Jest solidny. Po szczegóły zapraszam do lektury!

Obrazek



Prepatch drama (akapit zawiera spoilery z ostatniego patcha Warlords of Draenor)

Uwaga od autora: Wiem, że Blizzard powoli zagrzewa sobie miejsce w Polsce i wiele rzeczy ma swoje polskie nazwy, ale WoW wciąż jest po angielsku, dlatego zastosowałam wszędzie angielskie nazwy – takie, jakie pojawiają się w grze. Często używam polskich, ale póki oficjalna wersja się nie ukaże, za prawidłowe uznaję angielskie, choć głupio wyglądają w tekście.

Prepatch był świetną okazją do levelowaniaPrepatch był świetną okazją do levelowania

W ramach wstępu do całokształtu dodatku, zacznijmy od fabuły. Aby mieć dokładny ogląd na historię przedstawioną w Legionie, musimy zacząć od tego, co działo się w prepatchu. Blizzard zrobił coś mądrego i wrednego zarazem, oferując preludium do Legionu, w postaci ataku na Broken Shore (i paru questów z Khadgarem) każdemu graczowi. Dlaczego moim zdaniem było to złośliwe? Bo po pierwszym zetknięciu się ze scenariuszem, wielu graczy siedziało w osłupieniu... Wow... Muszę kupić ten dodatek... Dobra robota, Blizz, dobra robota.

Mnie scenariusz „Assault on the Broken Shore” zarazem poruszył i wzbudził sceptyczne uczucia. Wszystko zaczęło się od wezwania bohaterów Azeroth przez wodza Vol'jina (stety i niestety moja ocena dodatku pisana jest z perspektywy Hordy) - i tu już zobaczyliśmy pierwszą nowość. Gdy zaczynamy ważne zadania, postacie przemawiają do nas z miniaturek podobnych do portretów z Warcrafta 3, a obok pojawiają się ich kwestie. Całkiem fajny dodatek, a jeśli nie chcemy ich oglądać, możemy nacisnąć magiczny krzyżyk i dalej robić swoje. Ale do rzeczy: Vol'jin wzywa nas do pomocy w walce z powracającym Płonącym Legionem. O nie, znowu oni. Wraz z grupą innych graczy udajemy się statkiem na Broken Shore, aby dołączyć do pozostałych walczących.

Światlo już Ci nie pomoże, TirionieŚwiatlo już Ci nie pomoże, Tirionie

Scenariusz obfituje w ciekawe niespodzianki. Już na początku możemy zauważyć, że po naszej lewej stronie, oddzieleni przepaścią, wylądowali członkowie Przymierza i także mają zamiar rozprawić się z demonami. Gdy przemy naprzód, docieramy w końcu do miejsca tragedii – jesteśmy świadkami okrutnej śmierci Tiriona Fordringa, który wpadł w ręce Gul'dana. Tragedia, o której za 5 minut zapomnimy. Po jego zgonie następuje walka z ogromnym demonem, którą prowadzimy na zmianę z grupą Przymierza. Sylvanas i Varian docinają sobie trochę (podobno kto się czubi ten się lubi), gracze komentują scenę lub rzucają głupie hasełka. Demon pada, gracze nacierają dalej. Po brawurowej obronie przed napływającymi ze wszystkich stron przeciwnikami, musimy salwować się ucieczką. Zaczynamy nacierać do tyłu, a nasi przywódcy - obojga Hordy i Przymierza - zostają w tyle. Pamiętacie, jak zginął Tirion? Zapomnijcie o nim, bo właśnie zabiliśmy Waszego króla. A tego trolla dźgnął jakiś demon, bo w sumie i tak nie chcieliśmy żeby był Warchiefem. Nikt go nie lubił. Przykro mi, że król zginął z pompą, a Vol'jina zadźgał jakiś losowy demon, ale mówi się trudno i expi się dalej. Nie szkoda mi śmierci Variana i to bynajmniej nie dlatego, że jestem "hordziakiem", ale litości, nastał się już w tym nieszczęsnym Stormwind przez kilka dodatków. Ponadto Anduin już w scence po powrocie z questów wydaje się być ciekawym następcą. Jego postawa przypomina nieco Skazę w scenie, w której mówi zrezygnowany "Otaczają mnie idioci...".

Prepatch raczej skutecznie zachęcił wielu graczy do sięgnięcia po nowy dodatek. Czyli Blizzardowi po raz kolejny udał się chwyt marketingowy. No to teraz czas przekonać się, czy warto było zmienić tło battle.neta na zielone...


Jestem wyjątkowy... powiedziało milion graczy

Podchodzę do Thralla z szerokim uśmiechem. To wielki zaszczyt, przejąć jego legendarną broń – Doomhammera. Ork wydaje się być przygnębiony, ale ja tryskam radością, to mój wielki dzień. Tyle lat walki o Azeroth w końcu zaowocowało moim ogromnym awansem w szeregach szamanów Earthen Ringu. Mija mnie goblin z paskudnym uśmieszkiem, obnażającym żółte zęby. Nie zwróciłbym na niego uwagi, ale w jego rękach znajduje się coś, co przykuwa moją uwagę – dwa młoty, jeden wydawałoby się prostu, drugi ulepiony z samej magmy. Chcę go zatrzymać, zapytać o dziwne bronie, ale Thrall gestem przyzywa mnie do siebie. Patrzę pytająco na szamana, raz po raz zerkając na oddalającego się zielonoskórego kurdupla. Zaczynam się denerwować.
„Ach, ten facet?” - mówi zrezygnowanym głosem były wódz Hordy. - „Nie zwracaj uwagi, jemu dałem podróbę..”


Misje - brzmi znajomoMisje - brzmi znajomo

Zabawę na Legionie zaczynamy od wdrożenia się w dwie nowości - class hall oraz artefakty. Głupio zaczynać walkę z demonami bez odpowiedniego przygotowania, a więc zaraz po przeniesieniu się do Dalaranu, który ponownie został hubem dodatku, odwiedza nas odpowiedni dla naszej klasy NPC i informuje o konieczności udania się w określone miejsce z określonych powodów – każda klasa ma w tym momencie własną ścieżkę fabularną. Nie wnikając w szczegóły, po zrobieniu kilku zadań, otrzymujemy swój class hall, będący bazą do ulepszania naszej broni i kontynuowania kampanii. Niby nowość, ale to tak naprawdę okrojony garnizon. Wielu graczy narzekało na garnizony, a Blizzard znów przemycił je do gry. Zastanawiam się czy odgrzewanie tego kotleta było konieczne, choć mi osobiście garnizon bardzo nie wadził. W class hallu wciąż robimy misje i kupujemy rzeczy za zasoby. Na razie nie stał się on jednak taką samotnią, jaką był garnizon - póki co większość graczy biega po świecie lub stoi w Dalaranie, a nie zapominajmy też, że class hall dzielimy z innymi graczami tej samej klasy.



Graczowi w żłoby dano, no i co tu wybraćGraczowi w żłoby dano, no i co tu wybrać

Kolejnym krokiem przed podjęciem walki z Legionem jest zdobycie broni godnej prawdziwego bohatera - jednego z artefaktów danej klasy. Nie jednego, a wszystkich, w woli ścisłości. Możemy zdobyć wszystkie i nie wiem co o tym myśleć, bo nieco tracą one na wyjątkowości jeśli mamy ich całą kolekcję. Ale z drugiej strony jest to zrozumiałe, gdyż wielu graczy gra w wielu specjalizacjach na zmianę. Broń możemy personalizować przez wkładanie do niej run i wzmacnianie mocy, za którą kupimy coś w rodzaju talentów. Kolejne rodzaje wyglądu możemy zdobyć za różnorakie osiągnięcia. Jak można się domyślić z obrazowego wstępu tego rozdziału, przyznanie broni nieco mnie rozbawiło, bo w międzyczasie minęłam około stu graczy dzierżących ten sam oręż. Ale trzymajmy się fabuły :) Sama broń i system jej ulepszania wydaje się ciekawa i oferuje korzystne wzmocnienia dla klasy. Zależnie od wybranej specjalizacji i oręża, otrzymujemy dodatkową zdolność pasywną lub aktywną, w większości przypadków bardzo silną. Twórcy gry chcieli dać nam coś nowego i nawet im się to udało.

Druidzi muszą dotrzeć do class hall przez Emeral DreamDruidzi muszą dotrzeć do class hall przez Emeral Dream

Jeszcze w początkowej części kampanii, po zrobieniu paru zadań w class hall, otrzymujemy szczególne wyróżnienie. Rezydujący tam NPC, będący znanymi przedstawicielami naszej klasy, ogłaszają nas jednym z mistrzów - grający druidem zostają Arcydruidem, monkowie Grandmasterem, magowie Arcymagiem i tak dalej. Fabularnie niby fajnie, bo tylko my jesteśmy tym Arcykimś, ale faktycznie jest nim każdy, kto włóczy się po class hallu obok nas. Gdy się nad tym głębiej zastanowić, nie daje nam to ani grama oryginalności, podobnie jak artefakt.

Ale odłożywszy na bok moje wrodzone marudzenie: same artefakty to nie taka zła opcja. Dobrze, że można je rozwijać, nie trzeba martwić się czy poleci nam broń z bossa (WoW już od dawna idzie w kierunku upraszczania) no i zyskujemy parę mniej lub bardziej ciekawych questów do zaliczenia. Minusem jest w tym przypadku powtarzalność niektórych zadań, która dotknie osoby posiadające kilka postaci - aby daleko nie szukać, linia fabularna zdobywania broni druida balance i warlocka affliction jest, poza jednym rozdziałem, identyczna. Za to przeciwnicy i NPC często będą reagować na posiadaną przez nas broń rożnymi komentarzami, co nadaje światu nieco życia. A więc krótko: class hall - neutralnie, bronie - na plus.


Gra o Azeroth

Krajobrazy są naprawdę malowniczeKrajobrazy są naprawdę malownicze

Skoro już przygotowaliśmy się do batalii, czas zacząć questować. Mamy do dyspozycji cały nowy kontynent - Broken Isles. Nowością jest system dopasowania lokacji do poziomu naszej postaci. Oznacza to, że możemy robić zadania gdzie chcemy, kiedy chcemy i z kim chcemy. Daje to dużą dowolność i swobodę, a ponadto troszeczkę przełamuje monotonię levelowania kolejnych postaci. Z minusów można wymienić to, że o ile postacie z naszej frakcji nie będą nam przeszkadzać, możemy trafić na wysokopoziomowych przeciwników. Oczywiście większość graczy Przymierza (domyślam się, ze w drugą stronę działa to podobnie) w ogóle nie przejmie się naszą obecnością i będzie w spokoju robić swoje zadania lub kontynuować podróż. Ale w każdej lokacji znajdzie się ten jeden agent, zabijający nas tak długo, aż widząc przedłużający się czas pozostały do wskrzeszenia, zwyczajnie wyłączymy grę. Pomijając ten jeden drobny mankament wynikający z ludzkiej złośliwości, skalowanie poziomów jest naprawdę fajną sprawą. Nie zapominajmy, że działa on także na instancjach, a więc mamy dzięki niemu większą pulę graczy do drużyny, a co za tym idzie - krótsze kolejki.
Krótsze co? - powiedział healer.

Ale nie brakuje też demonicznych akcentówAle nie brakuje też demonicznych akcentów

Po pierwszych zapowiedziach „Legionu” byłam nastawiona bardzo sceptycznie. Aha, Legion, Illidan, czyli wszędzie będzie zielony ogień, demony i ciemności, takie Shadowmoon Valley Edycja Rozszerzona. Kolejne prezentacje dodatku przykuwały jednak coraz więcej mojej uwagi i przedstawiały zawartość gry w znacznie lepszym świetle.

Nowy kontynent zaskakuje bardzo pozytywnie
i stanowi jedynie tło do walki z demonami. Motywem przewodnim fabuły jest poszukiwanie narzędzi, których tytani użyli do stworzenia Azeroth, zwanych Pillars of Creation. Istnieje ich pięć, po jednym na każdą lokację. Oczywiście nie wygląda to tak, że Płonący Legion pojawia się dopiero później. Jego obecność można odnotować w każdej z krain, napotykając istoty skuszone wizją potęgi oferowanej przez demony lub przyczółki ofensywy samych zielonokrwistych paskudztw. Zadania są zatem rozdzielone na pięć osobnych, bardzo odmiennych od siebie historii opowiadających o losach kilku ras zamieszkujących Broken Isles oraz ich zmagań z Legionem. Każdemu na pewno przypadnie do gustu któraś z linii fabularnych - dla mnie najciekawszą było Val'sharah, ale to może mieć co nieco wspólnego z mainowaniem druida przez całą karierę na serwerze.

Momentami robi się nieco niezręcznie, bo twórcy gry postanowili zainspirować się hitem ostatnich lat i stworzyli fabułę w iście martinowskim stylu... all NPC must die! Starzy wyjadacze WoWa dobrze wiedzą, że potrafił być momentami bardzo mroczną grą, choć miał trudność z oddaniem tego swoją bajkową grafiką. W Legionie twórcy zamiast na tajemnicze krzyki czy namioty z ludzkiej skóry, postawili na zabijanie nowo poznanych postaci jak leci - nie przywiązujcie się za bardzo.

Krainy są zaprojektowane z dużą starannością, której nie mieliśmy okazji doświadczyć w wielu poprzednich dodatkach. Technika poszła do przodu i w wielu miejscach możemy obserwować naprawdę ładne krajobrazy i postacie. Ponadto warto eksplorować każdy zakątek wysp, gdyż skarby poukrywane są czasem w najdziwniejszych miejscach! Świat obfituje także w rzadkie potwory (rare), oferujące surowce i przedmioty za zabicie. Jest ich bardzo dużo w porównaniu do poprzednich dodatków, właściwie trudno wciąż nazywać je rzadkimi.

Przewodnik po Broken Isles w pigułce:

W Azeroth od zawsze brakowało jednorożcówW Azeroth od zawsze brakowało jednorożców

Aszuna: Khadgar wysyła graczy do baśniowej krainy po artefakt znany jako The Tidestone of Golganneth, znajdujący się w rękach zamieszkujących ją starożytnych elfów. Taaaak, odnośnie elfów... Wszystkie są duchami. Gracze poznają tu historię ich zatargów z królową Azsharą, zabijają sporo nag i pomagają niebieskim smokom. Pierwszy raz spotyka się tu spaczone elfy – The Withered.

Val'sharah: Arcymag zapewnia nas, że będzie to najłatwiejsza część naszej kampanii. O jakże się myli. Gracze mainujący druidów rozważają samobójstwo. Kobiety i dzieci płaczą. Najbardziej dramatyczna ze wszystkich lokacji obejmuje walkę z Xaviusem i rozprzestrzenianym przez niego Emerald Nightmare. Spotykamy tu wielu już znanych oraz nowych druidów. W ramach pyrrusowego zwycięstwa zdobywa się tu Tear of Elune.

Highmountain: W lokacji będącej domem potomków Hulna Highmountaina – uroczych wielkorogich taurenów – poszukujemy artefaktu Hammer of Khaz'goroth, który wpadł w ręce chciwych drogbarów. Gracze przekonują się, że nawet najbardziej pokojowa rasa może zostać skuszona przez potęgę Legionu.

Stormheim: Wzgórza i fiordy aż nazbyt pełne odniesień do mitologii nordyckiej (Odyn... skądś znam tego gościa.) zamieszkałe są przez przyjaznych vrykuli oraz nieprzyjaznych kvaldirów. Poszukiwanie Aegis of Agrammar to istna gratka dla fanów dodatku Wrath of the Lich King, gdyż kraina bardzo przypomina Borean Tundrę czy Howling Fjord.

Suramar: Lokacja stanowiąca coś w rodzaju wczesnego endgame, gdyż jest dostępna od poziomu 110. Trzonem historii są tutaj losy elfów Nightborne i ich przeistaczanie się w The Withered. Piękna, bajkowa kraina, w której magowie poczują się jak w domu.

Krótko podsumowując, miłośnicy lore nie będą zawiedzeni. Zadania są ciekawe, pozwalają poznać kilka nowych ras i od czasu do czasu pośmiać się, a nawet zapłakać – może nie dosłownie, ale nieraz zdarzyło mi się odczuć współczucie dla pokrzywdzonych w grze istot. Ravenbears, chlip.

Na drogbarskiej dzielnicyNa drogbarskiej dzielnicy

Oprócz wielu rodzajów demonów, pojawiły się dwie nowe rasy – drogbarowie i starożytne nocne elfy. Ci pierwsi są bardzo sympatyczni i nieco humorystyczni, ale nie odgrywają póki co większej roli w fabule, pomijając epizody w Highmountain. Nightborne zajmują sporą część historii, gdyż to wokół nich kręci się cała linia fabularna Suramaru oraz zapewne raid Nighthold.

W ramach wykonywania zadań możemy zrobić wiele dodatkowych questów, znanych już z poprzedniego dodatku. Są one zaznaczone na mapie i oferują zasoby do class hall oraz sporo doświadczenia, a polegają głównie na zabiciu określonej ilości potworów i czasem pozbieraniu paru przedmiotów. Nie są one obowiązkowe, ale warto je zaliczać jeśli chce się szybko zdobywać poziomy. Poza tym nie reprezentują sobą nic ciekawego...

Robienie postępów w fabule urozmaicają filmikiRobienie postępów w fabule urozmaicają filmiki

Całkowitą nowością są za to world questy. Odblokowujemy je dopiero na poziomie 110 i to po zdobyciu reputacji na poziomie „friendly” ze wszystkimi dostępnymi dotychczas frakcjami. Zadania pojawią się na mapie, a NPC zaanonsują je, gdy zbliżymy się dostatecznie do wskazanego obszaru. Często opierają się one na tym samym, co zwykłe zadania, czyli zabiciu iluś stworów, uleczeniu sojuszników, podniesieniu przedmiotów etc. Nagrodami za world questy są zasoby, złoto, wzmocnienia broni, a nawet przedmioty dla gracza. Po zrobieniu czterech questów dla frakcji wyróżnionej na mapie możemy otrzymać specjalną skrzynkę z nagrodami od jej przedstawiciela. Oznacza to, że opłaca się robić owe zadania, gdy wstępnie ubieramy postać przed heroic dungeonami lub pragniemy osiągnąć wyższe poziomy reputacji u frakcji Legionu. Z racji, iż są rozsiane po całym świecie, Khadgar daje nam gwizdek, dzięki któremu otrzymamy „podwózkę” do najbliższego przewoźnika. Nic tylko robić, ale nie wnoszą one nic ciekawego do fabuły ani mechaniki gry. Ot prosty sposób na ubranie postaci.

Twórcy chcieli zrobić coś naprawdę przyciągającego uwagęTwórcy chcieli zrobić coś naprawdę przyciągającego uwagę

Choć na początku wydawało się, że Blizzard sięgnie po wszystko, by zachwycić graczy i przyciągnąć ich na nowo po spadku subskrypcji w ostatnim dodatku, a wyjdzie z tego miałka papka... Nie jest źle. Moje obawy zostały rozwiane, bo na wiele elementów można przymknąć oko – chociażby na te nieszczęsne artefakty. Mój G'hanir został transmogowany na kijek, bo wreszcie po tylu latach można nosić totem na plecach. Class hall odwiedzam rzadko, tylko żeby oddać questy. Item levelem „followerów” się nie przejmuję, bo na razie wolę robić fabułę Suramaru, a z bieżącymi zadaniami sobie radzą.

Warto wrócić, naprawdę warto, chociaż na chwilę, by zrobić linię fabularną i znów wrócić do narzekania lub grania w inne tytuły. Czego byśmy się nie spodziewali, Blizzard robi w końcu dobre gry i jest jako takim wyznacznikiem jakości, choć często wyprowadza graczy na manowce, jak to było w przypadku Warlords of Draenor.
W Legionie nie ma cofania się w czasie, alternatywnych rzeczywistości, farmienia kryształów (na razie), jest za to dużo nowych miejsc, walki z demonami, dużo KHADGARA i ciekawostek. A to przecież jeszcze nie koniec, bo dopiero co wbiliśmy upragniony 100 poziom...

Ciąg dalszy nastąpi.


Obrazek




Grę do recenzji udostępniło CDP.PL, dystrybutor gry w Polsce.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 13 gru 2017, 23:41 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka