Komputerowe

Carmageddon na wsi - recenzja "Dying Light: The Following"

“Pierwsze” Dying Light było solidnym połączeniem sprawdzonych pomysłów wzbogaconych nowymi rozwiązaniami. Najznamienitsze cechy gier spod znaku zombie-survival oraz ciekawy i świeży system poruszania się głównego bohatera okazały się być strzałem w dziesiątkę. Dlatego powtórzenie sukcesu pierwowzoru było wcale niemałym wyzwaniem. Mało tego, oprócz pierwszoosobowej gry akcji z parkourem na pierwszym planie, dostaliśmy jeszcze naprawdę sporą domieszkę ścigałki. Na szczęście dla graczy, Techland podołał temu wyzwaniu.

Obrazek



Bohaterem jest - tak jak dotychczas - Kyle Crane, komandos, który został wysłany wcześniej do miasta. Po kilku miesiącach od wydarzeń z podstawki garść ocalałych żyjących w mieście jest na skraju śmierci, bowiem kończą im się zapasy antyzyny - leku, który powstrzymuje przemianę pokąsanych ludzi w łaknące krwi zombie. W akcie desperacji Crane wyrusza poza mury Harranu, w celu sprawdzenia plotki, jakoby mieszkańcy okolicznych wsi byli odporni na działanie zabójczego wirusa. Z takim zawiązaniem akcji zaczynamy kontynuację przygód naszego protagonisty.

Obrazek



Trzeba przyznać, że fabuła w „The Following” sprawia wrażenie bardziej przemyślanej i intrygującej, niż w przypadku poprzedniej części. Jest tajemnica do rozwikłania, jest motyw dziwnego kultu związanego z epidemią zombie, pojawi się jeden albo dwa fajne zwroty akcji - bez rewelacji, ale wciąż jest fajnie. Uchylając rąbka tajemnicy powiem, że finał kampanii zrobił na mnie dużo lepsze wrażenie, niż miało to miejsce w przypadku zakończenia fabuły głównej gry. Oprócz tego mamy do rozegrania kilka misji pobocznych, które również wypadają całkiem przyzwoicie. Powracają też znani z poprzedniej odsłony przemądrzali bliźniacy - Tolga i Fatin. Znaczna część wszelkich aktywności (misje poboczne, wyścigi, wyzwania itd.) rozgrywa się w oparciu o poruszanie się za pomocą łazika, który jest jedną z głównych atrakcji dodatku.


Najlepszy (dostępny) samochód w zombie-apokalipsie

Jako iż otrzymaliśmy do dyspozycji obszar większy od obu głównych map z “podstawki” razem wziętych, to szybko przekonamy się na własnej skórze, że bez łazika ani rusz. Przemieńce (agresywny i bardzo niebezpieczny gatunek nocnych zombie) szybko nas dogonią i pozbawią życia. Warto zatem się zaprzyjaźnić z naszym nowym dwuśladem, tym bardziej, że będzie w stanie nam uratować życie wielokrotnie w tej grze. Oprócz oczywistej funkcji transportu, spełnia on jeszcze kilka innych zadań. Można na nim zainstalować najeżony kolcami zderzak, który przerobi napotykane zombie na szaszłyki. Można również aktywować zdalnie alarm, który odciągnie od nas napastników, lub miotacz płomieni, który ich zmieni w skwarki. W zestawie są też miny przeciwpiechotne oraz impuls elektryczny. O napędzie nitro, reflektorach UV i breloczku nad kokpitem również nie zapomniano - duży plus. Oprócz breloczków można także przebierać w różnorodnych malowaniach naszej terenówki, które będziemy zbierać w trakcie rozgrywki, czy to w formie sekretów, czy też nagród za wyścigi, przejeżdżanie nieumarłych, taranowanie ogrodzeń oraz najszybszą możliwą jazdę z punktu A do punktu B.

Obrazek



Wraz z rozszerzeniem otrzymujemy dwa dodatkowe drzewka rozwoju: Legendy i Kierowcy. Pierwsze jest rodzajem prestiżu, dostajemy punkty za wszystkie nasze poczynania (akrobacje, walkę, prowadzenie pojazdu, otrzymywane doświadczenie) i pozwala rozwijać ogólne statystyki, takie jak zadawane obrażenia, wytrzymałość, czy ilość HP. Poziomów jest mnóstwo i każdy kolejny wymaga większej ilości doświadczenia do zdobycia. Z kolei drzewko kierowcy pozwala rozbudowywać łazik o wspomniane wyżej gadżety, a także zmniejszyć jego spalanie, wytrzymałość podwozia, czy ulepszyć zdolności naprawcze Crane’a. Sam buggy wymaga od nas co jakiś czas przeglądu, wymiany zużytej części, dolania paliwa, czy naprawy tego co zniszczone. Wraz z postępami w grze zdobywamy coraz lepsze i bardziej wytrzymałe elementy pojazdu, tym samym ulepszając jego osiągi. Naprawa części do samochodu została zaprojektowana bardzo podobnie do naprawy broni, którymi bohater sprawia, że nieumarli stają się jednak-umarli. Łazik prowadzi się stosunkowo łatwo, jest zwrotny i lekki (gdy się przewróci, można go obrócić kopniakiem), więc ‘wyczucie’ go przychodzi dość szybko.


Trupy wciąż nie odpuszczają

Przygoda przenosi się ze slumsów i starówki na wieś. Przyjdzie nam przemierzać bezkresne pola, łąki, trochę lasów, wzniesień i rzekę. Nie zabraknie oczywiście zabudowań, w których już będziemy korzystać raczej z parkouru, aniżeli koni mechanicznych. Przyjdzie nam też zwiedzić niejedną grotę, czy też podwodną jaskinię. Chronić przed nocnymi drapieżnikami będziemy się w gospodarstwach, które nierzadko trzeba będzie wpierw “oczyścić” z wałęsających się tam żywych trupów. Ponadto na mapie znajduje się kilkadziesiąt ambon myśliwskich, które są miejscem odrodzenia w razie śmierci postaci. Można też schronić się na nich przed zarażonymi (przynajmniej tymi mniej niebezpiecznymi) oraz znaleźć garść przydatnych przedmiotów. Nowością są gniazda przemieńców, które Kyle może niszczyć, powodując tym samym, że będziemy spotykać mniej ich mieszkańców. Zapuszczenie się do takiego tunelu lub jaskini za dnia pewnikiem skończy się dla bohatera śmiercią, dlatego będzie musiał się tam udać nocą, gdy drapieżniki wyjdą na żer.

Obrazek



To nie koniec nowości związanych z żywymi trupami. W niektórych gospodarstwach przyjdzie nam napotkać mutanty potężnych rozmiarów i siły powstałe w wyniku zatrucia toksynami. Nic tak nie motywuje do walki, jak wściekłe, sześciometrowe mega-zombie rzucające ludźmi niczym szmacianymi lalkami. Pokonanie ich wymagać będzie sporego wysiłku i sprytu (nie zawadzi też skorzystać z pomocy znajomych w trybie kooperacji, który sprawia równie wiele frajdy co dotychczas), ale są źródłem przyzwoitych łupów.

Kolejną nowością w grze jest kusza. Wiem, że wszyscy, którzy oglądają Walking Dead właśnie unieśli z zaciekawieniem brwi. Owszem, nowa broń w The Following pozwala nam poczuć się jak Daryl Dixon, przeszywać czaszki bełtami, zbierać je ze swoich ofiar, a nawet dodać bełtom kilka ciekawych efektów (trujący, uderzeniowy i ogłuszający). Jeszcze nie zdążyłem się nacieszyć łukiem dodanym wraz z aktualizacją, a już dostaję nową zabawkę w postaci kuszy, nie ma miejsca na rutynę.


To coś więcej niż mappack

Obrazek


“The Following” jest tym, czym powinien być dodatek do gry. Solidną porcją dodatkowej zawartości z potencjałem na długie godziny zabawy. Gra nie zrobiła także kroku wstecz pod żadnym względem, co również się chwali. Masakrowanie żywych trupów nadal sprawia masę radości, parkour wciąż cieszy i daje poczucie niespotykanej mobilności postaci. Nocne pościgi pozostały niezwykle emocjonujące, a gra nie wybacza lekkomyślności. Otrzymaliśmy też do dyspozycji ogromną piaskownicę i szybki wóz, który nas po niej będzie woził. Oprócz głównej kampanii mamy także zróżnicowane wyzwania, poboczne questy, znajdźki do zebrania, sekrety oraz tryb wieloosobowy. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że “The Following” spełni oczekiwania zarówno fanów tytułu, jak i graczy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z “Dying Light”.

Andrzej "Zawau" Komorowski
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 13 gru 2017, 23:41 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka