Komputerowe

To są ci nowi "herosi", o których prosił świat - recenzja "Age of Wonders: Złota Edycja"

Po 10 latach oczekiwań fani „Age of Wonders” z dumą mogą przyznać jedno – trzecia część tej nieco zapomnianej już serii jest jedną z najlepszych gier strategicznych, jakie ostatnio pojawiły się na rynku. Po roku oczekiwań, zgodnie z dzisiejszymi standardami, wyszła Złota Edycja, zawierająca wszystkie opublikowane dotąd dodatki. I nie, nie są to specjalne skórki dla wierzchowców...

Obrazek



Dla niewtajemniczonych – „Age of Wonders” to cykl gier turowych, łączący strategię z elementami RPG. Coś na kształt kultowych już „Hirołsów”, „Disciples” czy „King's Bounty”. W 2014 roku wyszła kolejna odsłona i z miejsca zdobyła wysokie noty (średnia ocen 80 na Metacriticu mówi przecież sama za siebie). W tym roku możemy cieszyć się kompletną edycją tej gry, która zawiera dwa naprawdę ogromne dodatki – „Golden Realms” i „Eternal Lords” plus jeden scenariusz „Smoczy Tron”. O ile ten ostatni głowy nie urywa – ot, ośmiu lordów walczy o tron, można się naparzać przez Internet i z botami, o tyle dwa główne dania potrafią onieśmielić swoją zawartością nawet Geralta i jego „Serca z Kamienia”.

Obrazek




Śnieg przynajmniej w komputerze

„Eternal Lords” to stosunkowo szeroko opasana fabułą kampania, wprowadzająca dwie nowe rasy, czyli Mrozlingów i Tygrysian (och, tłumaczu!). Pierwsi to ludzie, o dziwo – mrozu, polegający na szeroko pojętej magii, drudzy to przerośnięte koty, wyraźnie zainspirowane kulturą starożytnego Egiptu. W kampanii wcielamy się w Arvika, pretendenta do ręki królowej, a zarazem nekromantę chcącego odzyskać dawne ziemie przodków. Ta klasa wprowadza wiele nowych elementów, jak choćby ten, że nie rządzimy już żywymi stworzeniami, lecz umarłymi. Dlatego też nasze miasta to w istocie nekropolie pełne… żywych trupów. Dzięki temu po każdej wygranej bitwie najbliższe miasto zasila liczba pokonanych przez nas jednostek, a nasze wojsko nie uleczy się z czasem samo (chyba, że bohater dysponuje odpowiednią umiejętnością), tylko trzeba polegać na odpowiednich zaklęciach. Umarlaki nie muszą martwić się karami za niskie morale czy szczęście tak bardzo jak w wersji podstawowej, co jest całkiem zrozumiałe. Dodane zostało całe spektrum nowych oddziałów, które – z racji pochodzenia – mają odpowiednie bonusy, gdy znajdują się na terenach skutych lodem. Z czasem Arvik staje się potężnym nekromantą, mogącym choćby wskrzeszać wskazane jednostki. Zmian doczekała się także warstwa dyplomacji, która jest teraz potrzebnym narzędziem, a nie tylko kilkoma zbędnymi oknami. Nasze stosunki z innymi nacjami dyktuje też system moralności, w którym można dostać całkiem niezłe bonusy, gdy opowiadamy się za tymi prawymi lub idziemy krwawym szlakiem zwycięstwa. W konfliktach przeszkadzają (lub też pomagają) losowe wydarzenia zwane „kosmicznymi wydarzeniami”, takie jak zaćmienie słońca, ograniczające pole widzenia, czy wędrujące legiony orków, którzy to z natury spokojni nie są. Mam wrażenie, że mapy zostały wzbogacone o sporą liczbę znajdziek, dzięki którym eksploracja staje się ciekawsza i – co najważniejsze – jeszcze bardziej opłacalna. Ktoś odmówi przyjęcia darmowych zaklęć ? Tak myślałem. „Wieczni Lordowie” wprowadzają jeszcze jedną istotną rzecz, dzięki której gra zamienia się w potyczki szachowe dziadków w parku, czyli tryb gry play by e-mail dla zbyt zajętych realnym światem graczy. Przechowuje on stan mapy na serwerach studia, a kolejne ruchy toczymy w dowolnym odstępie czasowym. Jedna potyczka w zwykłym multi zajmuje sporo czasu, więc tryb ten jest bardzo dobrym pomysłem, choć cały czas idea się rozwija i wychodzi spod znaku bety.

Obrazek




Hobbit, halfling... że co?

Niziołki, liliputy, hobbici – niezaprzeczalna podstawa pod typowe fantasy. Skoro podstawa to i tej rasy nie mogło zabraknąć w „Age of Wonders III”. Decydując się na dodatek „Golden Realms” trzeba być świadomym dwóch rzeczy. Po pierwsze, cała kampania skupia się wokół niziołków, którymi dowodzimy próbując znaleźć im nowy dom, a jednocześnie dbając o ich populację. Po drugie – ten dodatek jest kompletnym przeciwieństwem opisywanego przed chwilą „Eternal Lords”. Nie jest więc to zgrabne, mroczne fantasy, a pstrokate high fantasy z typowymi dla tego nurtu postaciami i lokacjami. Zielono, lesisto i ogólnie wesoło. No dobrze, ostrzegałem. Zakładam, iż halflingi są nacją z pochodzenia irlandzką, gdyż jedną z najważniejszych wartości, która rzuca się w oczy, jest łut szczęścia. Jeśli nasze jednostki mają odpowiednio wysokie morale dostają premię do… szczęścia, dzięki któremu mogą choćby unikać ciosów wroga w walce. Dostajemy w grze prawie 20 nowych jednostek (kuchcik rzucający kurczakami, a tak!), wśród których są też zastępy wrogów, np. cała rasa wężopodobnych stworzeń czy bardzo niemiłe pseudoropuchy, pożerające cały oddział. Nowe rzeczy pojawiły się też w warstwie strategicznej. Na naszych włościach zasadzić możemy roślinki powiększające liczbę ludności czy pola koniczyny poprawiające współczynnik szczęścia – w końcu doczekałem się prawdziwego symulatora rolnika! Dodatkowo, jeżeli na naszej ziemi znajdą się mistyczne ulepszenia miast, to dostajemy mistyczne bonusy do miasta. Proste, ale czyni to lokalizację osad jeszcze bardziej istotną. Na samym końcu warto wspomnieć o zadaniach imperialnych, czyli całkiem prostych zadaniach pobocznych, działających na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy. Ten władca, który jako pierwszy osiągnie dany cel (wybudowanie czegoś, zdobycie danego poziomu umiejętności), dostaje nagrodę, choć odnoszę wrażenie, iż ważniejsze w tych aktywnościach jest poznanie swojego przeciwnika. Ktoś zaliczy questa o wiele szybciej od Ciebie? To trzeba uważać!

Obrazek




Jeżeli szukasz szczęścia w turowych strategiach jak niziołki w koniczynie, lepszej oferty póki co nie znajdziesz. Kompletna gra wzbogacona o naprawdę solidne dodatki w jednym pakiecie. A uwierzcie – rozgrywka bez nich jest jak FPS na pecetcie sterowanym padem. Niby można, ale czy ma to sens?
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 paź 2017, 23:00 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka