Komputerowe

Selfie z T-rexem - recenzja gry "Hunter: the Primal"

PC
„The Hunter: Primal” posiada elementy, które w ciągu ostatnich miesięcy cieszą się sporą popularnością w grach komputerowych. Otwarty świat, dinozaury, do tego szczypta survivalu i tropienia dzikich drapieżników w ich naturalnym środowisku. Czy dzięki tym częściom składowym „The Hunter: Primal” broni się jako symulator myśliwego?

Obrazek



Gra stawia nas w roli „ochotnika”, który zostaje zesłany na planetę Primal Eden w celu przygotowania jej do ponownego skolonizowania. Planeta jest zamieszkała przez prehistoryczne drapieżniki, więc niekoniecznie jest środowiskiem przyjaznym człowiekowi. Przyjdzie nam tropić dinozaury, walczyć z nimi, przeszukiwać ludzkie schronienia oraz ginąć. Częstotliwość tego ostatniego będzie w dużej mierze zależeć od naszej rozwagi i odrobiny szczęścia, bowiem gra od początku stawia graczowi wyzwania. Nasz początkowy ekwipunek ogranicza się do urządzenia zwanego Settler Mate, które w skrócie można określić „smartfonem dla łowcy”, a wszelką broń, ubrania kamuflujące, apteczki i amunicję musimy zdobyć sami. Po wyspie rozsiane są skrzynki z wyposażeniem, które nasz smartfon wykryje, gdy tylko znajdziemy się w ich najbliższym otoczeniu.

A skoro o otoczeniu mowa – w grze mamy do przemierzenia pokaźnych rozmiarów tropikalną wyspę. Znajdziemy na niej zarówno tereny leśne, górskie, równiny, wąwozy, jeziora i pozostałości po ludzkich siedliskach. Lokacje fajnie wyglądają, chociaż teren często dorysowuje się dopiero na naszych oczach.

Obrazek



Oprócz wskazywania skrzynek z przedmiotami, Settler Mate pozwala nam na tropienie dinozaurów, i to w bardzo interesujący sposób. Za każdym razem gdy napotkamy na naszej drodze ślady łap, plamy krwi, czy odchody dinozaura, nasz smartfon wyświetli informacje na temat osobnika, który zostawił ów ślad, uwzględniając gatunek, wagę, płeć czy ewentualne odniesione rany. Jeśli później trafimy na kolejny ślad należący do tego samego dinozaura, Settler Mate wkaże nam kierunek, w którym podążał drapieżnik oraz czy znajduje się w naszym najbliższym sąsiedztwie. Tropienie w „The Hunter: Primal” jest zrealizowane naprawdę przyzwoicie. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest to najlepiej dopracowany element w całej grze.

Obrazek




Wymarłe gady jak żywe

Osobnych kilka słów należy się także głównej atrakcji gry, czyli dinozaurom. W grze przyjdzie nam spotkać ich kilka rodzajów. Polujące stadnie Utahraptory spotkamy najprawdopodobniej jako pierwsze, ponieważ są najbardziej rozpowszechnionym gatunkiem na Primal Eden. Przyjdzie nam również stanąć oko w oko z wielkimi roślinożernymi Triceratopsami, które – mimo iż nie żywią się mięsem – potrafią być dla gracza śmiertelnie niebezpieczne. Najmniejszymi gadami, które możemy tu spotkać, będą Velociraptory. Te także polują w grupach, jednak ze względu na niewielkie rozmiary drapieżników, grupy te są liczniejsze. Będziemy mieli również okazję walczyć z latającym Kecalkoatlem oraz najbardziej znanym spośród gadów kopalnych, czyli T-Rexem.

Trzeba przyznać, że interakcja z dinozaurami w „The Hunter: Primal” dostarcza dużo adrenaliny. Gady mogą dostrzec gracza z dość dużej odległości, więc istotny jest kamuflaż i poruszanie się w osłonie roślinności, bez robienia wokół siebie zbytniego hałasu. Żeby było jeszcze ciekawiej, dinozaury są w stanie także wyczuć nas po zapachu, więc warto zwracać uwagę na kierunek wiatru i opadające liście, bo może to zaważyć o życiu lub śmierci naszej postaci.

Gdy w końcu dojdzie do starcia mamy do dyspozycji szereg broni, począwszy od maczety i drewnianego łuku, aż po rewolwery, strzelby i karabiny myśliwskie. Szybko też okazuje się, że prehistoryczne gady są dość wytrzymałe i do każdej walki musimy podchodzić z dużą dozą ostrożności, a często lepiej nie podchodzić wcale, tylko poczekać na lepszą okazję, lepszy ekwipunek, mniej liczne stado itd. Jako człowiek, w starciu z ważącym kilkaset kilogramów (a nieraz i kilka ton) dinozaurem mamy niewielkie szanse. Kiedy już uda nam się upolować gada, nasz smartfon podsumuje wartość naszej zdobyczy (na podstawie gatunku i wagi gada) i przyzna nam należną ilość punktów doświadczenia oraz pieniędzy. Te z kolei możemy spożytkować dopiero po śmierci postaci, przy kolejnym respawnie na wyspie. Trochę pozbawione sensu, ale z racji częstotliwości zgonów w tej grze nie sprawia to zbytniego problemu. Za pieniądze oraz doświadczenie zyskujemy dostęp do lepszego sprzętu, z którym rozpoczniemy kolejny żywot.

Często jednak sytuacja w trakcie walki odwraca się o 180 stopni i z myśliwego gracz przeobraża się w zwierzynę, zmuszony do ucieczki lub ukrywania się przed krwiożerczymi gadami. Wyjątkiem są tu jedynie velociraptory, które są od nas dużo mniejsze, oraz pterodaktyle, przed którymi możemy uciec do lasu. W przypadku innych dinozaurów jeden błąd może kosztować nas wyprawę do naszych zwłok po utracony ekwipunek. Każdy strzał ma tu znaczenie, bo może być także naszym ostatnim.

Obrazek



W grupie siła

Dlatego też gra zmienia nieco oblicze gdy zasiądziemy do zabawy ze znajomymi, by grać w kooperacji lub rywalizować ze sobą, bowiem „The Hunter: Primal” umożliwia zarówno wspólne polowanie na dinozaury, jak i walkę z innymi graczami. Zważywszy na rozmiar świata, który mamy do dyspozycji oraz fakt, iż dinozaury są naprawdę groźnymi przeciwnikami w walce, gra staje się przyjemniejsza w trybie wieloosobowym. Zyskujemy wówczas możliwość łączenia się w drużyny i konkurowania ze sobą. Oprócz tego, że w grupie będzie nam dużo łatwiej upolować dinozaura, to możemy też rywalizować z innymi o najbardziej wartościową zdobycz lub próbować zabijać innych łowców.

Obrazek



Jeżeli ktoś liczy na crafting, budowanie schronień, ulepszanie broni i pasek głodu, to może się przeliczyć. „The Hunter: Primal” nie oferuje żadnej z powyższych atrakcji (na dzień dzisiejszy, gra jest jednak co jakiś czas aktualizowana). Nie jest piaskownicą z tuzinem atrakcji. To gra o tropieniu i polowaniu na dinozaury. Gra przeciętna, z kilkoma przyjemnymi i dobrze zrealizowanymi elementami, ale też z niejednym niedociągnięciem. Fani gadów kopalnych oraz polowania i tropienia dzikiej zwierzyny na pewno spędzą kilka emocjonujących wieczorów. Wszyscy pozostali – kilka godzin.

Andrzej „Zawau” Komorowski
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 29 cze 2017, 06:41 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka