Komputerowe

„Iść, ciągle iść..” – ciągle w prawo. Recenzja gry „FEIST”

Pierwszy raz można było usłyszeć o grze „FEIST”w 2008 roku. Wygrała Unity Awards w kategoriach Najlepsza Gra oraz Najlepszy Projekt Wizualny. Rok później została nominowana w kategorii Excellence in Visual Art (Doskonałość w Sztuce Wizualnej) podczas festiwalu gier niezależnych Independent Games Festival w ramach Game Developers Conference w San Francisco. Nie zdobyła jednak nagrody, ustępując przepięknemu „Machinarium”. Od tego czasu upłynęło kilka lat i wydawać by się mogło, że gra została przez twórców porzucona i nigdy nie doczeka się premiery. Nic bardziej mylnego – latem tego roku trafiła do sprzedaży.W Polsce została wydana przez Techland w ramach serii „Dobra Gra”. Jest to wersja pudełkowa, lecz do uruchomienia wymagane jest posiadanie konta Steam.

„Plagiat, czy nie plagiat?” – oto jest pytanie

Obrazek

Wiele osób wypowiadających się na forach i portalach internetowych przykleiło tej produkcji, niezasłużenie, etykietkę „zerżnięte z «Limbo»”. Nie jest to prawda, gdyż prace nad „FEIST’em” rozpoczęto na długo przed premierą platformówki spod znaku PlayDead. „Limbo” i „FEIST” posiadają, co prawda, pewne cechy wspólne, jednak pod względem technicznym obu tych produkcji nie łączy nic, a ta druga jest zdecydowanie bardziej nastawiona na elementy zręcznościowe. Czasem zahacza wręcz gatunkowo o beat 'em up. Jej autorzy sami przyznali, że jeśli mieli by wskazać tytuł, na którym się wzorowali to byłby to Blade Warrior z 1991roku.
Za powstanie „FEIST’a” odpowiadają dwaj panowie: Adrian Stutz oraz Florian Faller. W trakcie rozgrywki słyszymy tajemniczą, ascetyczną muzykę, autorstwa urodzonego w Gdańsku muzyka i kompozytora Tomka Kolczynskiego. Niesamowicie buduje ona klimat, co jest tym ważniejsze, że gra nie posiada nakreślonej fabuły.

Trzy, dwa, jeden…

Obrazek

„FEIST” wita nas czarno-białym, surowym menu (gra posiada spolszczenie). Mamy możliwość zmiany podstawowych ustawień gry oraz skonfigurowania klawiatury, kontrolera lub joysticka.
Rozpoczynamy grę. Nasz bohater to… skrzynia? Skrzynia wisząca na sznurze?! Nie do końca. Po rozbujaniu spada i rozbija się z trzaskiem o ziemię, a z jej trzewi wyskakuje dzielny, krągły, nieduży, kudłaty stworek, o którego losie przyjdzie nam decydować. Nic o nim nie wiadomo. Nieznane jest jego pochodzenie ani imię. Nie wiemy też czy posiada ważne szczepienia. Na potrzeby tej recenzji nazwijmy go... Stefan.
Jak przystało na rasową platformówkę poruszamy się cały czas w prawo, walcząc po drodze z przeciwnościami losu oraz napotkanymi przeciwnikami. Stefan na tle okolicznej fauny wydaje się być istotą dość bezbronną i często musi wspomagać się sprytem, czyli ucieczką. Gdy jednak wzbierze w nim gniew potrafi podnieść patyk, kamień bądź szyszkę i „odgryźć się” natrętom. Przemierza ponury, wrogi świat, napotykając coraz brutalniejsze stworzenia. Czasem zatrzyma się na chwilę, by rozwiązać nieskomplikowaną zagadkę w rodzaju „połóż kamień na…” lub „rozbujaj kłodę, by…”. Kiedy indziej kilkanaście razy powtórzy lekko irytującą zręcznościową sekwencję. Cały czas brnie jednak do przodu. Niestrudzony wędrowiec. Stefan.


„Daleko jeszcze?”

Obrazek

Na rozgrywkę składa się dziesięć ciekawie zaprojektowanych poziomów, testujących bezpardonowo wytrzymałość fizyczną i psychiczną Stefana oraz gracza. Wszystkie etapy utrzymane są w tej samej stylistyce. Pierwszy (aktywny) plan to czarny świat rodem z teatru cieni. Jedynie nasz mały bohater i wszystkie „łapserdaki” mają niewielkie kolorowe elementy. Tło to paleta zieleni i biel.
Ukończenie każdego z poziomów trwa kilka minut. Przejście całej gry za pierwszym razem nie powinno zająć, wprawnemu graczowi, więcej niż trzy do czterech godzin. Poziom trudności rośnie stopniowo wraz z rozwojem gry.
Po ukończeniu gry zabawa wcale się nie kończy, gdyż autorzy przygotowali do zdobycia (w chwili, gdy piszę te zdania) czterdzieści osiągnięć, a ich liczba pewnie jeszcze się zwiększy. Niektóre z nich są naprawdę ciekawe, inne śmieszne, ale wszystkie dostarczą wielu godzin dodatkowej zabawy (bądź frustracji i darcia włosów z głowy).

Bajają dziadowie, że…

Obrazek

Mocną stroną „FEIST’a” jest z pewnością dopracowana fizyka, przyjemne, nieskomplikowane sterowanie oraz urzekający klimat. Niedawno wyszedł także nowy patch dodający m.in. karty kolekcjonerskie i nowy zestaw osiągnięć.
Największą wadą „Przygód Stefana” jest ich cena – nieco zbyt wysoka, jak na tytuł oferujący maksymalnie kilkanaście godzin rozrywki. Po upływie takiej ilości czasu „FEIST”nie zaoferuje graczowi już nic…


Zalety:
- świetna, nastrojowa muzyka
- ciekawa grafika
- wciągająca
- bardzo dobry silnik fizyczny
- ciekawe osiągnięcia (steam)

Wady:
- krótka
- zbyt wysoka cena
- brak choćby zarysu fabuły
- dość wysokie wymagania sprzętowe


Obrazki pochodzą z BoxOffStore.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 13 gru 2017, 23:41 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka