Komputerowe

„Monstrum, albo wiedźmina opisanie” – recenzja gry „Wiedźmin 3: Dziki Gon”

(PC, wersja cyfrowa, ustawienia średnie z teksturami wysokiej jakości)
„– Miecz. Na plecach. Dlaczego masz na plecach miecz?
– Bo wiosło mi ukradli.”


Był wiedźminem – zabójcą potworów. Poznaliśmy go w 1986 roku. Usłyszeliśmy o nim ponownie – po zakończeniu sagi Sapkowskiego – w 2007 roku za sprawą polskiego CD Projektu. W Geralta tchnięto nowe życie i nowe możliwości – bo Geralt miał potencjał. Czekaliśmy z niecierpliwością na zakończenie sagi, tym razem cyfrowej. I jak się okazuje, to tylko od nas zależy, jakie ono będzie.

„To, co znane, przestaje być koszmarem”

Dlaczego tak jest, że całe zło świata prawie zawsze okazuje się być kobietą? W cyfrowej trylogii o wiedźminie na milion procent jest kobietą. A nawet dwiema. Bowiem fabuła zwieńczenia komputerowej sagi, jakim jest „Dziki Gon”, opiera się na poszukiwaniu ukochanych przez Geralta Ciri i Yennefer. Tym, którzy czytali powieści Sapkowskiego, owe postacie nie są obce, zaś dla tych, którzy nie są ekspertami wiedźminologii zaznaczam, że nie byłoby bez nich Geralta, jakkolwiek potrafią one być irytującymi wiedźmami.
Historia, w której bierzemy udział, jest kontynuacją wydarzeń z poprzednich części, będących podróżą Geralta w poszukiwaniu utraconych wspomnień. Szykujcie się na dużo magii, potworów i Nilfgaardczyków.

Obrazek



W pierwszej części gry twórcy bardzo sprytnie wywinęli się z problemu szkolenia gracza w technice wiedźmińskiej walki – otóż Geralt stracił pamięć i musiał uczyć się wszystkiego na nowo. A skoro on, to także i gracz, sterując cyfrowymi rękami wiedźmina, poznawał sekrety uderzania mieczem, znakami oraz korzystania z eliksirów. Ładnie współgrało to także z faktem, że nasz bohater zaczynał na pierwszym poziomie doświadczenia.

Tym razem samouczek, mający formę snu Geralta, oferuje nam krótkie przypomnienie sterowania pod płaszczykiem przechadzki z małą Ciri po Kaer Morhen. Jeśli czujemy się na siłach i pamiętamy dużo z poprzednich części, możemy równie dobrze pominąć trening z małą wiedźminką i od razu rozpocząć przygodę, posiadając umiejętność rzucania znaków, a także szybkiego i silnego młócenia mieczem.

„Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu”

Multiplatformowość zabija gry. A dokładniej – zabija gry PC. Wersje konsolowe, nie obrażając nikogo, spowalniają rozwój gier na pecety w kwestii grafiki. Ileż było płaczu nad downgradem „Dzikiego Gonu”, ile wylanych łez, w postaci komentarzy w internecie, na temat różnic w trailerach i faktycznej grze. A po co? Chyba dla samego pisania, bo gra wygląda dobrze. Bestiariuszowy egzemplarz wygląda smakowicie na średnich ustawieniach z wysokimi teksturami, a przecież jest jeszcze poziom szczegółowości ultra i odblokowany przez moderów omega. Różnice w poziomie niskim i ultra są całkiem wyraźne – pojawia się więcej szczegółów, bogatsza roślinność i oświetlenie. O co więc płacz?

Obrazek



Niestety grafika poddała się modzie na świecenie jak psu oczy, widocznej chociażby w „Dragon Age: Inkwizycja”. Przy niższych ustawieniach błyszczące obiekty, a w szczególności postacie, wyglądają nieco dziwnie. Jest „realistycznie”, ale niekoniecznie pięknie.

Ogromnym plusem jest za to oświetlenie i efekty pogodowe. Zachody słońca naprawdę urzekają i doskonale oddają kolory, które widzimy wieczorami. Wicher szarpiący roślinnością dodaje dramatycznego klimatu, deszcz wprowadza przygnębiający nastrój. Wszystko to składa się na znakomity portal do świata wiedźmina. Można się zapomnieć i na dobre utknąć myślami w szarganej wichurą krainie.

Interfejs jest przyzwoity i przejrzysty, bez zbędnych ozdobników, ale też nie na tyle syntetyczny, by zepsuć klimat gry fantasy. Minusem jest zbyt mały rozmiar pisma w wielu miejscach – w tej kwestii odzew od twórców już nadszedł i zostało to poprawione.

Obrazek



Jeśli ktoś wciąż upiera się przy narzekaniu na oprawę graficzną to zastanawiam się, czy kupił grę, by poznać dalszą część historii i powywijać mieczem, czy jego hobby jest badanie jakości tekstur z lupą w ręku…

„Strategie wyskakujące z krzaków zostawiam krasnoludom”

To, co jest ważnym elementem życia Geralta, a ma związek z mechaniką gry, to walka (tak świntuszki, właśnie walka!). System okładania przeciwników można uznać za całkiem satysfakcjonujący. Podobnie jak w poprzednich częściach, możemy używać ciosów szybkich lub silnych, a do tego wspomagać się eliksirami, petardami oraz znakami wiedźmińskimi. Każdy przeciwnik wymaga innej techniki, a z tą możemy zapoznać się w glosariuszu. Niski poziom trudności powinien zadowolić miłośników relaksu i niewyczerpującego klikania w przycisk ataku, zaś wyższe rzucą nie lada wyzwanie i zmuszą do korzystania w walce ze wszelkiej dostępnej pomocy.

Obrazek



Drzewko umiejętności może wydawać się ubogie, lecz gdy zapoznamy się z systemem ich używania, okaże się wystarczające. Nie możemy bowiem zrobić z Geralta wielofunkcyjnej maszyny do zabijania. Wraz ze zdobywaniem kolejnych poziomów przydzielimy odpowiednio więcej wzmocnień i mutagenów dla naszego bohatera, ale miejsca nie są nieograniczone. Do gracza należy więc decyzja, na jakich znakach czy aspektach walki się skupić.

Mało tego, od pierwszej odsłony gry Geralt nauczył się wreszcie skakać oraz całkiem dobrze pływać, jak na wiedźmina przystało.

„Lepiej zginąć, niż żyć ze świadomością, że zrobiło się coś, co wymaga wybaczenia.”

Esencją gry, tym, co trzyma nas przy komputerze przez długie godziny i każe myśleć o graniu, gdy jesteśmy poza domem, są słowa. To oczywiście spore uogólnienie. Rzecz w tym, jak „napisany” jest świat gry. Bez dwóch zdań odpowiada temu wykreowanemu przez Andrzeja Sapkowskiego. Jest brutalny, okrutny, mroczny, wulgarny, a przy tym piekielnie zabawny. To świat nękany wojną, w której nie ma dobrej i złej strony. Wypełniają go prości ludzie, dręczeni przez potwory i Nilfgaardczyków. Zaś my nie mamy możliwości bycia zbawicielem w aureoli – wybieramy między mniejszym złem i prostą drogą do bycia takim samym okrutnikiem, jak czające się w mroku potwory.
Nasz bohater, opluwany ze wszech stron, czasem staje się jedyną tarczą opluwających, zaś język ma ostry niczym srebrny miecz. Potrafi zarówno przywalić, jak i odpyskować i znakomicie wpasowuje się w realia mrocznej, średniowiecznej krainy.

Obrazek



Wątek główny sprawia, że pędzimy na łeb na szyję za ukochaną Ciri, pogrążając się w śledztwie niczym w bagnie, zaś zadania poboczne potrafią, pod płaszczykiem prozaiczności, skrywać mroczne tajemnice i spiski, które nieraz nas zaskoczą.

Jeśli znudzimy się na chwilę zabijaniem i sądzeniem, możemy odpocząć (lub zdenerwować się jeszcze bardziej) przy partyjce gwinta – rozbudowanej gry karcianej, mającej już całkiem sporą popularność.

A gdy zaświeci słońce, zniszczone przez wojnę i potwory Velen staje się dla obcokrajowców egzotyką, zaś dla nas swojską wsią – jak u babci. Nie tylko znawcy kultury słowiańskiej, ale nawet ci, którzy choć trochę uważali na lekcjach języka polskiego, znajdą w „Dzikim Gonie” niezliczone smaczki i nawiązania. Palce lizać.

Obrazek



Zakończenie wciągającej historii może być tylko jedno – szczęśliwe. Błąd. Zakończeń jest ponoć kilkadziesiąt i to, które nam się trafi, zależy od tego jak poprowadzimy rozgrywkę. Za ewentualne zgony możemy winić tylko siebie. No i mamy szansę uniknąć swojego indywidualnego spoilera w internecie :).

„Błędy też się dla mnie liczą”

Tak zwanych gliczy niestety jest co nie miara. Z niektórymi CD Projekt radzi sobie na bieżąco, inne zbywa milczeniem. Są takie, które irytują, ale pojawiają się też te wywołujące uśmiech. Przykro to stwierdzić, ale żyjemy w czasach, w których otrzymanie w dniu premiery w stu procentach działającej gry graniczy z cudem – i trudno się dziwić, patrząc na objętość dzisiejszych tytułów. Poza niedziałającymi płytami, o których nie mnie, jako posiadaczowi edycji cyfrowej, się wypowiadać, można chyba wybaczyć te niedociągnięcia.

Obrazek



Daj, ać ja pobruszę, a ty pograj

Pozycja obowiązkowa. Dla fanów Sapkowskiego – ponieważ kontynuuje sagę nie krzywdząc jej, a znakomicie uzupełniając. Dla fanów fantastyki – bo świat obfituje w magię i tajemnice, jakich nie uświadczymy w byle high fantasy. Dla fanów gier komputerowych – bo walka i magia jest tu chlebem powszednim. Dla wszystkich – bo „Wiedźmin“ jest grą nieszablonową, magiczną, mroczną, słowiańską do szpiku kości... znaczy kodu.
KOMENTARZE (1) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
robert70r 13 cze 2015, 12:17
Jeszcze kapkę i sam pogram. Nie mogę się wręcz doczekać i man nadzieję, że wszyscy znajomi i rodzina wybaczy mi długą nieobecność na imprezach. ;)
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 27 maja 2019, 06:19 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka