Komputerowe

Recenzja „Wolfenstein: The New Order”,

czyli czy warto odgrzewać stare kotlety?
Trochę historii

Gdybym dziś poprosił jakiegoś młodego gracza FPS (czyli pospolitych shooterów) o to by wymienił gry, które zrewolucjonizowały historię tego gatunku pewnie usłyszałbym:
- "Unreal Tournament",
- "Medal Of Honor",
- "Battelfield".

Obrazek

Ciężko się nie zgodzić, bo każdy z tych tytułów wnosił coś nowego do świata gier FPS, od genialnego trybu Multiplayer, przez realizm historyczny, aż po kompletną rozwałkę wszystkich budynków na planszy.
Jednak historia „strzelanek” zaczęła się dużo wcześniej. Było to w czasach, kiedy komputer łączył ludzi zamiast ich dzielić, co dla wielu może wydać się dziwne. Wtedy, gdy w bloku tylko jedna osoba miała komputer, wszyscy wpadali popatrzeć na nową grę i wspierać grającego okrzykami: "za tobą!", "uważaj z lewej!" czy "no strzelaj!".
Marzeniem każdego z graczy było posiadać sprzęt AT 286 12MHz, 1MB RAM. Wtedy właśnie - 5 maja 1992 roku, weszła na rynek gra, która raz na zawsze zmieniła bieg historii shooterów, a był to "Wolfenstein 3D".

Obrazek

Pierwsza gra w historii traktująca wesołe strzelanie w sposób całkowicie inny niż konkurencja i jej scrollowane shootery! Wybuchła światowa wrzawa, gracze posądzali twórców Id Software o szaleństwo! Że jak to?! Gra całkowicie w ujęciu z oczu?
Dopiero potem pojawiły się wszelkiej maści gry takie jak "Hexen", "Duke Nukem", a o Blazkowiczu (głównym bohaterze "Wolfensteina 3D") świat zapomniał aż do 2001 roku, kiedy pojawił się „Return to the Castle Wolfenstein”.
„Powrót do zamku Wolfensteina” był grą dobrą, jednak chyba ukazał się w złym momencie, bo 2 lata wcześniej swoją premierę miał „Medal of Honor” i żadna gra w klimacie II Wojny Światowej nie mogła go przebić.
I tak znowu, na długi czas, Blazkowicz pozostawał w cieniu - aż do dnia dzisiejszego.

Obrazek

Powrót dziadka Blazkowicza

Przyznaję z ręką na sercu, że nie śledzę nowości ze świata gier FPS, ale kiedy mój szef działu napisał, że ma do recenzji nowego "Wolfensteina" coś we mnie zadrżało. Znacie to uczucie, kiedy ktoś mówi: " Hej, mam tu cover twojej ulubionej kapeli, zrobiłem go z kumplami. Przesłuchasz?”? Po co niszczyć legendy i porywać się z motyką na słońce robiąc covery Freedy’ego Mercury’ego? A tu nagle wiadomość, że znowu wydają starego Wolfa. Pierwsza myśl co może z tego wyjść: niezła kaszana, ale chętnie zobaczę jak zniszczyli legendę wszystkich FPS-ów.
Po odpaleniu gry, naszym oczom ukazuję się ekran startowy, który już na samym wstępie robi pozytywne wrażenie, a to z dwóch głównych powodów:
1. Na ekranie widzimy starego, dobrego Blazkowicza, tylko w nowej, lepszej i odświeżonej formie.
2. Ekran startowy jakby chciał powiedzieć nam, że gra nie jest ot takim sobie zwykłym, prostym FPS i, nie wiedzieć czemu, nagle skojarzyłem go z filmem "Bękarty wojny".

Obrazek

W grze wcielamy się oczywiście, jak już pisałem, w B. J. Blazkowicza, który jak dowiadujemy się z prologu, ciężko ranny spędza 14 lat przy oknie polskiego zakładu psychiatrycznego. I tu ogromny szok: twórcy gry zadbali o każdy najmniejszy detal - w polskim zakładzie psychiatrycznym pielęgniarka mówi do nas po polsku, rodzina, która ukrywa nas po ucieczce z zakładu nie stroni od wódki i papierosów, a każdy minimalny szczegół jest dopracowany.
Główna część gry przypada na lata 60., kiedy przyłączamy się do ruchu oporu. Jednak rzeczywistość nie jest taka jaką ją pamiętamy, ponieważ to Rzesza wygrała wojnę. Na ulicach wszędzie są kamery i patrole ze zmutowanymi psami. Nie jest to jednak klimat znany np. z „Hellboy’a” - pulpowa rzeczywistość, potężne artefakty i prastare bestie. Tutaj mamy do czynienia z rzeczywistością nieco bardziej przypominającą np. „Terminatora” - ogromne maszyny przeszukują miasto, a przerażające krzyżówki ludzi i robotów tłamszą każdą oznakę oporu przeciwko Rzeszy.

Obrazek

„Wolfenstein: The New Order” rewolucją na rynku FPSów nie jest, jest za to hołdem oddanym starym grom z lat 90. Znajdziemy tu bowiem mnóstwo odnośników do jej poprzedniczki w takich smaczkach jak zbieranie zbroi, apteczek czy nawet jedzenie psiego żarcia, żeby sobie zregenerować życie. W zalewie kolejnych części "Call of Duty" i "Battlefieldów", Machine Games stworzyli coś zupełnie innego niż oldschool’owe: my i zestaw giwer kontra reszta świata.
Co do wyżej wspomnianych spluw, to są one jedną z rzeczy, na którą według mnie można narzekać. Mianowice arsenał naszych środków destrukcji jest nieco zbyt ubogi. Mamy co prawda pistolety, karabiny maszynowe i snajperki (możemy pruć jednocześnie z dwóch broni), ale jednak jest tego trochę mało. Na całe szczęście, większość broni można ulepszać, a do snajperki dołączyć wyrzutnie granatów.
Możemy też rozwijać swoje zdolności - nie mylić z RPG shooterami jak „Borderlands”. Na przykład, dzięki rozpruciu dwóch przeciwników jednym granatem, zwiększamy pojemność ekwipunku o dodatkowy granat - takie drobne smaczki, ale dają dużo zabawy.

Obrazek

Cała gra tak naprawdę zapewnia niezłą rozrywkę dzięki idealnie oddanemu klimatowi lat wojennych: listy, grafiki koncepcyjne z przezabawnymi opisami, płyty nagraniowe z przebojami w stylu niemieckiego "House of the Rising Sun" - to wszystko można znaleźć podczas naszej wędrówki. Dla zatwardziałych poszukiwaczy tzw. "znajdek" jest chyba najcudowniejszy "easter egg”, jaki można sobie wymarzyć - plansza z "Wolfensteina 3D" do przejścia.

Obrazek

"The New Order" udźwignął podwójny ciężar - sprostał legendzie i stworzył przy okazji zupełnie nową jakość. To pozycja obowiązkowa zarówno jeśli jesteście fanami gier z lat 90., jak i młodszymi graczami i znudziły wam się kolejne części „Medal of Honor” czy „Call of Duty”.

Jeśli lubicie groteskę w stylu Quentina Tarantino albo po prostu nie stronicie od strzelania do nazistów, ta gra jest idealna dla was. Nie wiedzieć o tej grze to jedno, ale nie zagrać w nią to już zbyt duża ignorancja. Zdecydowanie polecam.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 lis 2018, 22:59 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka