Komputerowe

"GTA V" - recenzja

Kiedy pojawiła się wieść o powstaniu „GTA V” w Internecie zaczęło się robić głośno na temat Rockstar. Dodatkowo uwagę graczy przyciągnął fakt, że gra ma powrócić do Los Santos, miasta znanego z części „San Andreas” okrzykniętej przez fanów serii jedną z najlepszych części gry, jeśli nawet nie najlepszą. Po nie za ciekawym „GTA IV” gracze mieli wysokie oczekiwania wobec gry, a po pierwszych zapowiedziach przesądzono o sukcesie najnowszej części „GTA”. Czy najnowsze dzieło Rockstar jest aby na pewno tak świetne, jak opiewają grę gracze z całego globu?

Obrazek

Jedną z największych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych zmian było umiejscowienie trzech głównych postaci zamiast jednego protagonisty. W „GTA V” poznajemy losy Michaela, Trevora i Franklina.
Michael jest byłym rabusiem, który na skutek wydarzenia z przeszłości pozoruje własną śmierć, trafia do programu ochrony świadków i rozpoczyna życie w Los Santos z czystą kartą, wraz ze swoją dysfunkcyjną rodziną: wiecznie zdradzającą go żoną Amandą, synem Jamesem - narkomanem obwiniającym go za własne porażki i nieudolnie poszukującą sławy córką Tracey.
Trevor to były przyjaciel Michaela z akcji, a zarazem były pilot wojskowy, który został odsunięty od służby, kiedy okazało się, że jest niezrównoważony psychicznie. Po tych wydarzeniach zamieszkał w przyczepie campingowej, w której gotuje metamfetaminę.
Franklin jest najmłodszą z postaci, utrzymuje się z konfiskaty samochodów dla ormiańskiego dilera Simeona, lecz jego życie ulega zmianie kiedy poznaje Michaela. Wszystkich bohaterów łączy cel w postaci pogoni za pieniędzmi, które mają zamiar zdobyć za sprawą serii brawurowych napadów.
Wprowadzenie trójki protagonistów wyszło grze na dobre, dając graczowi możliwość oglądania wszystkich sytuacji z punktu widzenia każdej z postaci i umożliwiając zastanowienie się nad motywami bohaterów. Daje to graczowi możliwość podążania za tymi motywacjami, które wydają się mu najbardziej racjonalne. Również samo przełączanie się między postaciami jest proste i szybkie, a czasem po zmianie możemy spotkać pozostałych bohaterów podczas swojej codziennej rutyny, co nadaje realizmu postaciom, które żyją swoim życiem kiedy nimi nie gramy.

Obrazek

Jak wcześniej napisałem, bohaterowie chcą osiągnąć sukces za pomocą serii napadów. W poprzednich częściach „GTA” były misje z napadami, które wymagały od nas zebrania materiałów koniecznych do jego wykonania, a następnie wykonania skoku. Rockstar zapowiadało, że „GTA V” będzie w dużej mierze opierało się na skokach, lecz niestety samych skoków (nie licząc akcji z North Yankton z prologu) jest zaledwie sześć, co mnie rozczarowało. Przynajmniej wykonanie akcji jest na wysokim poziomie, trzeba zadbać o wszystkie detale, takie jak obejrzenie miejsca i znalezienie wszystkich możliwych wejść do niego. Skoki można robić zazwyczaj na dwa sposoby: cichy lub „na rambo”. Każde z tych rozwiązań ciągnie za sobą różne zakończenia skoku, ekwipunek do zdobycia i inny dobór ekipy. Duży nacisk został położony na dobieranie ludzi do skoku - możemy wybrać starych wyjadaczy, którzy się wysoko cenią, optymalnie zbilansowanych ludzi, albo żółtodziobów, lecz trzeba się liczyć z faktem, że skoki mogą się w takich wypadkach zakończyć fiaskiem. Za każdy skok członkowie ekipy awansują, poprawiając swoje statystyki zależne od fuchy jaką pełnią np. u hakera może polepszyć się umiejętność łamania kodów. Napady zostały wykonane genialnie, lecz niestety po obietnicach Rockstara spodziewałem się o wiele więcej, nawet chociażby mniejszych skoków jako zadania poboczne.

Sama fabuła jest prowadzona w sposób przystępny dla gracza, powoli wprowadza go w nowe towarzystwo, począwszy od Franklina odwalającego brudną robotę, przez poznanie Michaela, który widzi w chłopaku siebie samego kiedy był młody i postanawia wziąć go pod swoje skrzydła. Lecz Michael zaczynając życie w Los Santos nie wiedział, że demony przeszłości go w końcu dopadną. Brakowało mi w fabule bardziej niespodziewanych zwrotów akcji (niekiedy byłem się w stanie domyślić co się stanie potem), ale to nie przeszkadzało mi w jej odbiorze. Wszystkie zakończenia można połączyć ze sobą w jedną całość (założę się, że większość grających wybierała opcję C), a na temat końca gry można by napisać osobny tekst. Ogólnie jestem usatysfakcjonowany, a Rockstar już zapowiedziało pierwszy fabularny dodatek.

Obrazek

Wiele osób skarżyło się, że w „GTA IV” nie było na co wydawać pieniędzy, poza uzbrojeniem i nowymi ubraniami, a Niko miał tysiące dolarów do roztrwonienia, lecz nie było na co. W „GTA V” możemy wydawać pieniądze na zakup inwestycji (jak np. w GTA Vice City czy San Andreas) takich jak kina, bary, pola golfowe i wiele innych. Nowością w serii jest możliwość grania na giełdzie pozwalająca przy odrobinie szczęścia na zarabianie
milionów. Informacje o tym w co inwestować możemy odnaleźć w misjach pobocznych polegających na zabijaniu przedstawicieli danych firm, albo od napotkanych osób w grze. Sama giełda dzieli się na dwie strony LCN, której notowania są uzależnione od wydarzeń w grze i BAWSAQ oraz giełdę online, na której notowania są zależne od Rockstar. Nie ma żadnego problemu, aby wydać ogromne sumy pieniędzy w grze.

Wiele osób narzeka na grafikę konsol, zarzucając jej opóźnianie rozwoju grafiki w grach. Sam przyznaję, że jestem zwolennikiem konsol, ponieważ dla mnie są wygodniejsze, a grafika nie jest ważna, jeśli gra jest dobra. Również jeśli gra jest słaba, to nawet bardzo dobra grafika jej nie uratuje. Pomimo że „GTA V” działa na tym samym silniku co „GTA IV”, graficy wycisnęli ostatnie soki z siedmioletnich staruszków. Najmocniejszym atutem gry jest oświetlenie, które pokazuje pełen potencjał starych konsol, jednocześnie udowadniając, że jeszcze stać je na robienie solidnie wyglądających gier.
Muzyka w stacjach radiowych nie wybija się ponad poziom, zawiera wiele ciekawych utworów takich ponadczasowych wykonawców jak m.in. Queen, Pet Shop Boys, Kenny Loggins albo Alan Parsons Project, przez gangsta rap po indie rocka, a na radiowych hitach kończąc. Ścieżka dźwiękowa nie jest zła, lecz brakuje jej pazura.

Obrazek

Na tym samym poziomie co główne misje stoją również zadania poboczne od tzw. „Nieznajomych i dziwaków”, których to spotykamy zazwyczaj na ulicy. Zaczepiają nas oni prosząc o jakąś przysługę: a to o pomoc w zdobyciu
jakieś pamiątki po gwiazdach kina, albo o wstąpienie w szeregi samozwańczej, rasistowskiej straży granicznej. Również w tych misjach możemy spojrzeć na jedną osobę z różnego punktu widzenia. Spotykana obsesyjna sportsmenka Mary-Ann wyzwie nas na sprint, kiedy sterujemy Michaelem, na trialton - Franklinem, a na wyścig rowerem, jeśli akurat wcielamy się w Trevora. Mamy również w grze zdarzenia losowe, podczas których możemy komuś pomóc w odzyskaniu jego skradzionej torebki, zawieźć kogoś na miejsce albo pomóc rabusiom uciec, a oni odwdzięczą się nam za to dołączając do naszej ekipy.

„GTA V” nie kuleje jeśli chodzi o błędy. Są one bardzo sporadyczne, tylko raz widziałem jak wojskowy czołg zawiesił się na bramie, kiedy próbowaliśmy ze znajomymi szturmować bazę wojskową. Samo sterowanie postacią jest wygodne, jak na pada (pamiętam poprzednie części „GTA” z PlayStation 2, które były toporne). Zmieniono również ekran zmiany broni - gdy naciskamy przycisk zmiany broni (na PS3 L1) pojawia się kółko z miniaturkami broni i prawą gałką analogową wybieramy interesującą nas broń. Same bronie można poddawać ulepszeniom, które nie wnoszą żadnych zmian w statystykach broni. Głównie możemy kupować tłumiki, lunety pozwalające na dodatkowe przybliżenie podczas celowania i uchwyty, które miały poprawiać celowanie, lecz równie dobrze mogłoby ich nie być. Sam arsenał jest dość pokaźny, również w aktualizacjach dochodzą nowe bronie.
Wypada także wspomnieć o modelu jazdy pojazdami w grze, który w porównaniu do symulatora rosyjskich kierowców, jaki otrzymaliśmy w „GTA IV” jest świetny. Auta nie prowadzą się jak kartony po mleku na lodzie, lecz można wyczuć siłę pojazdu. Na osobną wzmiankę zasługuje model zniszczeń, który jest obłędny. Każde zderzenie wpływa w mniejszym bądź większym stopniu na pojazd, a jeśli wbijemy się z całej siły w ścianę, auto zostanie sprasowane. Także koła mogą się zablokować i uniemożliwiać dalszą jazdę. Powraca również możliwość tuningowania pojazdów z GTA San Andreas. Jest jeszcze bardziej urozmaicone o takie detale jak kolor szyb, felg, rodzaje zawieszenia. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Obrazek

Pomimo że gra jest grywalna, nie cierpi na problemy z płynnością i nic się nie wiesza, to ma dla mnie jedną, dość sporą wadę, a mianowicie brakuje jej klimatu, który był mocno widoczny. W Vice City zwiedzaliśmy lokacje rodem z „Miami Vice” czy „Scarface”, a pastelowa grafika nadawała grze czegoś charakterystycznego. Następnie było San Andreas, w którym jeździliśmy po trójmieście Los Angeles – San Francisco – Las Vegas. Gra pozwalała nam wczuć się w klimaty ulicznych gangów, a sama grafika była o wiele brudniejsza względem poprzedniczki. „GTA V” zaś nie ma „tego czegoś”, co pozwalało cieszyć się poprzedniczkami, nie ma w niej czegoś co sprawiłoby abym zaciągał się klimatem tak jak w Vice City czy San Andreas. Jest dużo nawiązań do obecnych memów, mediów, artystów, lecz kto wie, może docenię jej klimat po latach. Na chwilę obecną nie ma nic takiego w nowym Los Santos, co sprawiałoby, że chciałbym do niego wracać. Może za parę lat.

„GTA V” jest dobrą grą, świetnie zwieńczającą obecną generację konsol. Rockstar popisało się fabularnie, tworząc ciekawą historię, niestety niekiedy zbyt przewidywalną. Sama grafika wyciąga ostatnie soki z PlayStation 3 i Xboxa 360. Niestety, wkradło się kilka błędów, lecz nie przeszkadzają one w graniu. „GTA V” jest solidną grą, lecz mocno w niektórych aspektach przereklamowaną.


Plusy:
- Fabuła
- Główne trio
- Grafika
- Rozmach i przywiązanie do detali

Minusy:
- Pomimo kilku perełek ścieżka muzyczna nie jest wybitna
- Za mało napadów!
- Brak charakterystycznego klimatu
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 lis 2018, 22:52 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka