Komputerowe

"Enigmatis: Mgły Ravenwood" - recenzja

Niemal każdy gatunek gier od momentu swojego powstania przechodzi mnóstwo transformacji oraz rozgałęzia się na wiele podgatunków. Wyjątku nie stanowią gry przygodowe. Mamy tutaj do czynienia z ciekawą odmianą, jaką jest Hidden Object Puzzle Adventure, w skrócie HOPA, wywodzącą się z gier Hidden Object. W HOPA oprócz szukania obiektów napotykamy na wiele innych zagadek. Nasze rodzime studio Artifex Mundi bardzo upodobało sobie ten podgatunek i po raz kolejny pokazuje klasę, wypuszczając sequel "Enigmatis: The Ghosts of Maple Creek" opatrzony podtytułem "Mists of Ravenwood".

Obrazek

Poszukiwania złego kaznodziei, które rozpoczęliśmy w Maple Creek, zawiodły nas do bram co najmniej tajemniczego rezerwatu Ravenwood. Tu trop się urywa, zostawiając naszą detektyw z kolejną zagadką do rozwiązania... A może częścią większej całości?

Obrazek

Grę zaczynamy na niemal opustoszałej leśnej drodze, w sąsiedztwie porzuconego kampera. Zagadka prowadzi nas w głąb iluzorycznego rezerwatu śladami zaginionego małżeństwa i ich córki. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale dość ciekawa, dzięki czemu zachęca do dalszej gry. Na próżno doszukiwać się tu logiki w wydarzeniach, ale są one stworzone po to, by prowadzić nas do kolejnych zagadek. Minusem historii jest całkowite obdarcie jej z tajemniczości – zamiast stopniowo dawkować wiedzę o tym, z czym walczymy, już od pierwszych minut gry mamy podane na tacy informacje, iż zmagamy się z magią i demonami. Dotyczy to ogółu fabuły, natomiast w międzyczasie napotykamy wątki, które mogą być nie lada zagwozdką prowokującą do myślenia nie tylko naszą postać, ale i nas.
Wnętrze samego rezerwatu jest jedną wielką tajemnicą. Postacie, które napotykamy wydają się co najmniej dziwne, jeśli nie złowieszcze. Fragmenty otoczenia raz po raz okrywają się iluzją, a ich odnajdywanie owocuje zdobywaniem postępu w dodatkowym osiągnięciu, podobnie jak zbieranie ukrytych motyli. Lecz nie samym zwiedzaniem żyje detektyw. Przeszukując rezerwat, kolekcjonujemy przede wszystkim dowody zbrodni i segregujemy je na specjalnej tablicy korkowej.
Pomaga to zarówno naszej postaci, jak i nam, uporządkować sobie to, co już wiemy. Gra oferuje trzy poziomy trudności, a więc możemy zdecydować, czy zbieranie dowodów będzie dla nas niedzielną rozrywką czy logicznym wyzwaniem. Jeśli zaś utkniemy na jakimś etapie, nie ma potrzeby sięgania po solucję. Możemy spytać o radę przyjazne postacie lub skorzystać z funkcji wskazówki, która odnawia się jakiś czas, zależnie od wybranego poziomu trudności.
Interfejs jest czytelny i nie zaśmieca nam ekranu gry, a jednocześnie pozwala na łatwy dostęp do mapy, dziennika oraz tablicy z dowodami.
Oprócz zbierania materiałów i rozmów z postaciami, otrzymujemy minizagadki w postaci gier logicznych, które doskonale urozmaicają rozgrywkę. Nie zabrakło także charakterystycznych dla gier Hidden Object wyzwań polegających na szukaniu ukrytych przedmiotów. Jeśli wybierzemy wersję angielską, są one dodatkowym ćwiczeniem ciekawych słówek. Gry logiczne nie powtarzają się, a więc w miarę grania nie stają się nudne.

Obrazek

W przypadku dodatkowej przygody dostępnej w edycji kolekcjonerskiej (która pozwala nam zapoznać się z genezą jednej z postaci z "Mists of Ravenwood"), rozgrywka wygląda tak samo z wyjątkiem zbierania dowodów zbrodni – tego nasza nowa postać nie robi.
Jeśli zajmujące zagadki nie przekonują kogoś do sięgnięcia po przygodówkę, należy wspomnieć o jednym z największych atutów gier od Artifex Mundi, a mianowicie klimatycznej grafice. Lokacje są zaprojektowane z pomysłem i dużą dokładnością. Wszystkie plansze są narysowane w bardzo spójnym stylu – nieco bajkowym, lecz z nutką grozy, oświetlonym w ten sposób, by skupiać naszą uwagę na najważniejszych rzeczach i nadawać tajemniczy klimat.

Obrazek

Autorzy używają silnika pozwalającego łączyć grafikę 2D oraz 3D, co niekoniecznie przynosi dobre efekty. O ile tła zapierają dech w piersiach, postacie wyglądają dość marnie. Nie pasują zbytnio do malowniczych lokacji, a ich animacja jest toporna. Podobnie sprawa wygląda w przypadku filmików, którym lepiej zrobiłaby animacja w 2D z zachowaniem bardziej rysunkowego stylu. Na szczęście na dłuższą metę nie pogarsza to rozgrywki, jako że więcej obcujemy z otoczeniem, niż z żywymi istotami.
Całości dopełnia dobrze dobrana muzyka, podkreślająca klimat danej sytuacji. Mamy tu zarówno momenty tajemnicze, groźne, jak i wręcz dramatyczne, gdy widzimy coś przerażającego lub zostajemy złapani za rękę.

Obrazek

Podsumowując, klimat gry jest jej ogromnym atutem. Tajemnicza, przesiąknięta mistycyzmem atmosfera zachęca do zagłębiania się w mgłę demonicznego rezerwatu bez względu na konsekwencje. Jako że nie jest to wysokobudżetowy next-gen, niedociągnięcia graficzne można wybaczyć i uznać, że studio Artifex Mundi stanęło na wysokości zadania, przygotowując wciągającą grę przygodową, doskonałą dla każdego gracza. Rozgrywka jest bardzo urozmaicona, a historia ciekawa, co nie pozwoli się nudzić podczas przemierzania Ravenwood. Na chwilę obecną grę można kupić za około 15 złotych, więc nie pozostaje nic innego, jak wrzucić coś do kapelusza Artifex Mundi i czekać na leniwy, deszczowy wieczór.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 lis 2018, 22:51 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka