Karciane

"Wiochmen 2"

tekst archiwalny - 7 kwietnia 2008
Wydany już dość dawno temu „Wiochmen Rejser” stał się bardzo popularną grą na konwentach. Jego niska cena oraz cechująca go szybka, wesoła rozgrywka zjednały sobie wielu zwolenników. Pod koniec zeszłego roku został wydany jego następca „Wiochmen 2”. Fani „jedynki” oczywiście zainteresowali się tym produktem, a wśród nich byłem i ja...

Nazwa: Wiochmen 2
Autor: Piotr Stankiewicz, Marek Mydel, Michał Stachyra, Maciej Zasowski
Wydawca: Kuźnia Gier
Liczba Graczy: 2-6
Czas Gry: 15-45
Edycja: Polska

Zawartość pudełka:
- 110 kart podzielonych na Karty Szosy i Karty Wozaka
- 18 żetonów flaszek
- 12 pionków w dwóch kolorach, służących jako znaczniki ilości dzieci i Popędu na Karcie Wozu
- 6 kart Wozów
- 6 żetonów Wozów
- 1 beret HiperFurmana
- Instrukcja

Żeby zacząć zgłębiać różnice między starym a nowym „Wiochmenem”, gdyż na szczęście nie jest to po prostu reedycja, a poszerzona gra, trzeba było oczywiście otworzyć pudełko i wyciągnąć z niego... beret! Prawdziwy beret z antenką, taki, o którym autorzy pisali przy okazji pierwszego „Wiochmena”, że „mimo usilnych prób nie zdołaliśmy upchnąć go do opakowania”! Jest to zdecydowanie miła niespodzianka i świetny przykład, jak jeden dobrze pomyślany znacznik inicjatywy (HiperFurmana) może dać podstawę do zabawnej rozgrywki.

Obrazek



No, ale załóżmy, że beret odłożyliśmy z należną mu czcią na bok i zaglądamy głębiej do pudełka. A w środku mamy wspomniane w powyższym spisie elementów pionki oraz żetony, a także karty (na szczęście nie spięte gumką, a w kartonowych pudełeczkach) i oczywiście instrukcję, która, mimo że czarno-biała, jest wydrukowana na porządnym papierze i spięta (co zresztą jest kolejnym usprawnieniem w stosunku do pierwowzoru).

W grze, w gruncie rzeczy, niewiele się zmieniło. Nadal celem jest dojechanie jako pierwszy do Remizy, nadal batożymy swoje szkapy (i Baby) bez litości, po drodze natrafiając na bardzo ciekawe odcinki szosy. Tylko że wszystkiego jest więcej – typów kart wozaka, rodzajów szosy, a co za tym idzie – możliwości.

Rozgrywka toczy się wedle starego schematu: wpierw faza, w której z dociągniętych kart odrzuca się karty „Wio!”, aby dodać sobie popędu (zwana teraz Fazą Targowania), potem Faza Rozpędu, gdy rzucamy na siebie i na przeciwników karty pomagające lub też wręcz przeciwnie, na końcu zaś, gdy wszyscy mają już określone wartości Popędu, Faza Jazdy. Gracze trafiają na określone odcinki szosy, rozgrywają ich działanie, po czym dobierają nowe karty i jedziemy dalej. Co więc się dokładnie zmieniło?

Zmianą podstawową jest wprowadzenie Flaszek. Są to żetony, które można wykorzystać dwojako – albo w fazie dociągu kart, aby z dwóch dodatkowych kart wybrać jedną, drugą zaś odrzucić, lub też w fazie jazdy, aby dodać sobie dwa punkty popędu. Ponadto część kart, jak np. znany i lubiany „Rzut Flaszką”, wymaga zużycia tych żetonów. Jakkolwiek Flaszki to dobry pomysł, który urozmaica rozgrywkę, mają podstawowy minus – rzadko zdarza się, aby były użyte inaczej, niż w celu dodania sobie popędu. Dobór kart nie jest aż tak przydatny, a bardziej przydatne od rzucenia karty wymagającej wykorzystania flaszki, jest jej obalenie.

Obrazek



Ponadto, wozacy których dostajemy do swojej dyspozycji, różnią się teraz czymś więcej, niż tylko imieniem (choć kultowi bohaterowie, tacy jak Oskar Zapała z Dołów Górnych oraz Gromosław Wielobób z Wieprzy Dolnych, nadal są obecni). Otrzymali oni zdolności specjalne, których można użyć raz na grę (np. dodanie sobie Flaszki lub zignorowanie danego Odcinka Szosy). Karty Wozów są teraz większe od zwykłych oraz kolorowe, i chociaż rysunki dzieci nie do końca przypadły mi do gustu, to na pewno karty te prezentują się lepiej, niż te z „jedynki”. Inna sprawa, że jest ich sześć, a nie cztery – i tylu też graczy może maksymalnie uczestniczyć w rozgrywce. Na tych kartach znajduje się też licznik popędu – na tyle wygodne to rozwiązanie, że można tę wartość na bieżąco śledzić, choć komuś może brakować wykałaczek, które służyły w tym celu, a które były dodawane do pierwszego Wiochmena (co mnie osobiście, kolokwialnie mówiąc, zabiło ćwieka, gdy zobaczyłem je w swojej kopii).

Poza oczywistymi zmianami w typach kart Wozaka i Szosy (jest ich teraz dużo więcej), „lifting” przeszły także stare grafiki – zostały one poprawione i pojawiło się na nich więcej szczegółów. Jednak widać wyraźnie, że rysownik (Marcin Gręźlikowski) usprawnił swoją technikę rysunku – nowe typy kart, chociaż także ilustrowane przez niego, znacznie różnią się od „starych poprawionych”. Wszystkie karty są nadal czarno-białe, co niespecjalnie przeszkadza. Starzy wyjadacze są do tego przyzwyczajeni, nowym może ten „niższy standard” przeszkadzać, ale nie uważam, żeby był to jakiś wielki minus gry.

Karty Wozaka otrzymały także nową cechę. Część z nich można teraz wykorzystać jako kartę „Wio!”, zamiast zagrywać ją później według jej działania. Rozwiązanie jest o tyle ciekawe, że o ile jest kilka kart, które bez żalu odrzuca się w ten sposób, o tyle jest także kilka takich, gdzie decyzja jest dość trudna.

Obrazek



Z Kartami Wozaka wiąże się niestety kolejny minus gry – część z nich jest po prostu mało przydatna, żeby nie powiedzieć – bezużyteczna. Przykładem niech będzie karta „Nie ze mną te numery!”, która używana jest niezwykle rzadko, bo jest odpowiedzią na dwie inne karty, które zazwyczaj zużywane są jako owies (czyli wg działania opisanego w akapicie wyżej).

Należy odpowiedzieć na pytanie, które zadałem już wcześniej – jaką kontynuacją jest nowy „Wiochmen”? Mnie nasuwa się tylko jedna odpowiedź – bardzo dobrą, jeśli nie idealną. Jest szybszy, bardziej zabawny, na planszy więcej się dzieje, pod względem wykonania jest dużo lepszy niż pierwsza jego edycja. Choć w gruncie rzeczy nie można tu mówić o „drugiej edycji Wiochmen Rejsera”, bo „Wiochmen 2” jest inną grą, nie zwyczajną reedycją ze zmianami (chociaż jest ich trochę, wszystkie na lepsze). Legenda „Wiochmena” pozostaje więc nietknięta, co więcej – ja osobiście nie gram już w „jedynkę”, a tylko w „dwójkę”. Moim zdaniem jest to produkt lepszy od pierwowzoru, choć nie przełomowy. „Wiochmen 2” pozostaje świetną grą towarzyską, do pośmiania się, powrzucania sobie nawzajem Bab, tudzież strącania dzieci.


PLUSY:
- beret!
- nowe karty wozów
- możliwość gry w 5 i 6 osób
- liczne inne drobne usprawnienia

MINUSY:
- część bezużytecznych lub źle pomyślanych kart
- wciąż czarno-białe karty (dla tych, którzy traktują to jako minus)

OCENA: 7+/10
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 16 lip 2018, 14:59 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka