Karciane

Zagrajmy na emocjach – recenzja gry „Feelinks”

Wyobraź sobie, że otrzymujesz propozycję udziału w pierwszej wyprawie na Marsa. Brzmi jak ekscytująca przygoda? Czy może czujesz niepokój lub strach przed nieznanym? A gdyby taką ofertę otrzymałby twój kolega lub przyjaciółka? Jesteś w stanie powiedzieć, z jakimi emocjami zmagaliby się w takiej sytuacji? Brzmi to trochę jak test psychologiczny, a tak naprawdę przedstawiłam ci krótki skrót gry „Feelinks” od Furniverse, w której będziesz miał za zadanie określić swoje uczucia oraz odgadywać doznania innych graczy w różnych, czasem abstrakcyjnych sytuacjach.

Obrazek

Autorami „Feelinks" są Vincent Bidault oraz Jean-Louis Roubira, twórca znanej i przez wielu uwielbianej gry „Dixit". Dlatego też nie dziwi fakt, że mechanika nowej karcianki jest nieco zbliżona do światowego bestsellera. Jednak do porównania oraz określenia, w którą stronę to poszło, jeszcze wrócę. Ilustracje zaprojektował Frank Chalard. Artysta wykorzystał swój własny, oryginalny styl, bazujący na tradycyjnym malarstwie z elementami kolażu. Gra jest przeznaczona dla od trzech do ośmiu graczy i powinna zająć około 30 minut. Polską wersję Feelinks przygotowało wydawnictwo Furniverse.

Obrazek

Pierwsze emocje
Gra wygląda bardzo intrygująco. Wyraziste postacie z ogromnymi oczami (i nie tylko) patrzą na nas już z pudełka. Bez wątpienia oprawa graficzna „Feelinks" jest ekspresywna i oryginalna. Jednak obawiam się, że nie trafi do każdego, z uwagi na nieco abstrakcyjny styl artysty. Przechodząc do środka kartonika nie znajdziemy wypraski oraz ułożonych w niej komponentów. W zamian wydawca dołączył woreczki strunowe, dzięki którym będziemy mogli posegregować poszczególne elementy gry. Wśród nich jest 120 kart sytuacji, podzielonych na 3 osobne talie: "Z rodziną", "W szkole" oraz "Pośród przyjaciół". To, którą z kategorii wybierzemy, będzie zależeć od tego, z kim zasiądziemy do stołu. Dwie pierwsze są odpowiednie dla dzieci +8 i dotyczą życia rodzinnego oraz szkoły. Natomiast ostatnia jest przeznaczona dla osób w wieku +12, poruszająca trudniejsze tematy (na przykład politykę). Oprócz tego, w pudełku znajduje się 9 kart partnerów, pozwalających określić drużyny, 72 kartoniki do głosowania, 24 emocje, 8 żetonów graczy oraz dwustronna, ośmiokątna plansza z torem punktacji. Nie zabrakło również instrukcji, która w prosty i czytelny sposób pomoże przygotować się do rozgrywki i wyjaśni zasady. Wszystkie komponenty są wykonane w bardzo dobrej jakości.

Obrazek

Zagrajmy na emocjach
Przed rozpoczęciem zabawy należy ustawić tor punktacji na środku stołu, a wokół niego umieścić osiem kart emocji. To one posłużą do określania swoich i innych graczy uczuć. Wśród nich znajdziemy na przykład: zaciekawienie, radość, dumę, a nawet pogardę. Każdy z uczestników otrzymuje kartoniki do głosowania, ponumerowane od 1 do 8, plus jedną dodatkową, ze specjalnym symbolem. Te liczby odpowiadają emocjom leżącym przy planszy. Następnie, w zależności z kim będziemy grać, wybieramy talię kart z odpowiednią kategorią sytuacji. Pierwszy gracz, tak zwany „Mistrz Emocji”, dobiera jedną z nich i czyta na głos wybraną przez siebie propozycję wydarzenia. Na przykład – wspomniana przeze mnie oferta wzięcia udziału w wyprawie na Marsa. Każdy z uczestników, łącznie z Mistrzem, wybiera spośród swoich kart tę, której numer odpowiada uczuciu towarzyszącym mu w danej sytuacji. Czy będzie to radość? Duma? A może strach przed wyruszeniem w kosmos? Gdy wszyscy zdecydują, umieszczają wybrane liczby, zakryte, przed sobą. Teraz czas na drugą część zabawy, czyli odgadywanie emocji kolegów. Do wyznaczenia par posłużą karty Partnerów. Pierwszy gracz tasuje talię i rozdaje każdemu po jednym kartoniku. Natychmiast należy je odkryć oraz sprawdzić, kto jest czyim partnerem w danej rundzie. Po dobraniu się w drużyny dwuosobowe, wszyscy ponownie wybierają numer uczucia, które kolega z pary mógł wskazać w pierwszej fazie, a następnie kładzie go przed nim. Jest też dodatkowa karta, ze wspomnianym przeze mnie specjalnym symbolem. Gracz może jej użyć w momencie, gdy wydaje mu się, że jego kolega wybrał taką samą emocję co on. Na koniec rundy następuje ujawnienie wyników głosowania i podliczenie punktów. Te, wiadomo, otrzymuje się za poprawnie wskazane odpowiedzi. Karty partnerów wracają na stos, ponieważ w kolejnej turze nastąpi ponowne losowanie.

Obrazek

Moje odczucia
„Feelinks” okazało się bardzo interesującym doświadczeniem. Pozwala na swobodne okazywanie swoich uczuć, przekonań, bez obaw o krytykę. Bo w końcu to tylko gra, prawda? Myślę, że ta lekka karcianka to coś innego niż zwykła rozgrywka, w której głównym celem jest zebranie jak największej ilości punktów. Wbrew pozorom, możemy dzięki niej wiele się nauczyć o sobie, jak i o osobach wokół, oraz dowiedzieć się, jak widzą nas inni. Dodatkowo daje młodszym graczom możliwość do rozwijania umiejętności okazywania swoich emocji bez kompleksów oraz strachu o to, że nie zostaną zrozumiani. Dlatego też rywalizacja w „Feelinks” schodzi raczej na drugi plan. Wiadomo, że ważne jest zwycięstwo, więc gracze skupiają się na prawidłowej odpowiedzi. Jednak równocześnie rozważają swoje zachowania, jak również starają się zrozumieć innych. Mimo tego, co właśnie napisałam, mam wrażenie, że dzieci w wieku szkolnym mogą podejść do gry inaczej, mniej badawczo. Moim zdaniem karcianka przypadnie do gustu nieco starszym graczom, lubujących się w psychologicznym rozgryzaniu ludzi.

Wspomniałam, że jednym z autorów „Feelinks” jest twórca popularnej gry „Dixit”. Mechanika w obu tytułach wydaje się być bardzo podobna, zwłaszcza etap tajnego głosowania. Dodatkowo główne zadanie to rozszyfrowywanie tego, co druga osoba skrywa w głowie. Brzmi znajomo, czyż nie? Jednak tym razem nie chodzi o skojarzenia, a o konkretne emocje. Mimo to, jeśli jesteś fanem światowego bestselleru, nowa gra od Funiverse powinna ci się spodobać z uwagi na mechanikę i sposób rozgrywki.

Ponadto w każdej rundzie Mistrz Emocji może wymienić jedno z uczuć znajdujących się na stole, dzięki czemu „Feelinks” zmienia się z czasem i kolejne tury będą nieco inne. Wpływa na to również fakt, iż co turę musimy losować nowego partnera, więc gra nie staje się monotonna.

Obrazek

Rozczarowanie czy zachwyt?
Teraz moja kolej na wskazanie właściwych emocji. Nie jest to ani rozczarowanie ani zachwyt. Oprawa graficzna mnie nie porwała. Owszem, jest intrygująca i oryginalna, ale nie skradła mojego serca. Jednakże sama zabawa okazała się ciekawa, ale tylko przy co najmniej czteroosobowej rozgrywce. Jak to mówią – im więcej, tym lepiej. Zaliczyłabym ją do gier imprezowych, kiedy w większym gronie mamy ochotę na psychologiczne rozkminy oraz dobrą zabawę. Niekiedy proponowane sytuacje są trudne do wyobrażenia, a emocje znajdujące się na stole nie zawsze pasują do naszych odpowiedzi. To może na chwilę zatrzymać rozgrywkę i wpłynąć na odbiór samej gry. Mimo to, „Feelinks” jest ciekawym doświadczeniem, w którym rywalizacja nie gra głównej roli. Z pewnością posłuży do miłego spędzania czasu w gronie rodziny lub przyjaciół.

Ocena: 4/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu Funiverse.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 lut 2019, 04:05 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka