Karciane

Kto ze mną zadrze… Umarł. W butach. – recenzja gry „Łupieżcy. Rigor Mortis”

Myślę, że każdy z nas, gdzieś, podświadomie zdaje sobie sprawę, że te miękkie, puszyste kulki siedzące i mruczące na naszych kolanach, te niby niewinne kocie pieniążki z oczętami jak paciorki, tak naprawdę dzień w dzień knują plan przejęcia władzy nad światem. Zadanie mają oczywiście nieco utrudnione, dlatego tak długo to trwa, ale jakoś trzeba zacząć. Może zatem od… podbierania bogactw?

Kocie pudełko, żeby nie nazwać go kuwetą :)
W malutkim pudełku tytułu od wydawnictwa Black Monk, które zmieści się dosłownie wszędzie (serio, jak się uprzecie, to włożycie je nawet do kieszeni kurtki – będzie wystawać, ale, na boga, nie wypadnie), znajdziemy stosunkowo niewiele elementów, jednak nie od ilości, a jakości zależy świetna zabawa. Mamy zatem cztery karty władcy Rigora Mortisa, sześćdziesiąt kart Łupieżców, czterdzieści dwa znaczniki życia, trzydzieści sześć znaczników łupu, sześć kości (które są fioletowe i za to Black Monk ma ode mnie całuski, bo wiedzą, jaki kolor jest najpiękniejszy na ziemi), tyle samo kart pomocy oraz krótką instrukcję.

Obrazek

Blankiety do gry są dobrej jakości, nie stanowią najcieńszych kart świata, choć też nie są jakoś wyjątkowo grube. Myślę, że odpowiednim określeniem będzie „standardowa jakość” – czyli taka, która zapewni uczestnikom wiele rozgrywek bez obaw o zniszczenie elementów. Karty są śliskie, więc niestraszne im rozlane piwo… eee… mleko, a i podrzeć je też nie jest łatwo (tak, próbowałam, now sue me!), zatem same plusy. Znaczniki Łupu i Życia z kolei stworzone zostały z grubego kartonu i trzeba się wyjątkowo postarać, by je w ogóle wygiąć. Krótko mówiąc – jak zwykle w przypadku tego wydawnictwa – do jakości wykonania nie można się przyczepić.

Karty zdobią przeurocze ilustracje, na których znajdziemy nie tylko różne rodzaje kotów, ale także inne postaci, takie jak chociażby Demona z Innego Wymiaru czy Puszka. To, co szczególnie przypadło mi do gustu, to element humorystyczny w imionach mruczków – trzeba przyznać, iż tłumacze się postarali. Mamy zatem Nikotasa Flamela – alchemika, Mlekulę – hrabię wampirów, albo Popiela – króla myszy.

Do biegu, gotowi… <oczy kota ze „Shreka”>
Zaczynamy od przygotowania do gry. Pierwszy gracz wybierany jest losowo, następnie należy wtasować cztery karty Rigora Mortisa (składające się na jego portret) w dolną połowę Łupieżców. Z pozostałych rozdajemy blankiety – trzy pierwszemu graczowi oraz po cztery pozostałym. Z reszty tworzymy zakrytą talię i umieszczamy ją na środku stołu – z tej Wieży będziemy dobierać karty. Należy również pamiętać o pozostawieniu wolnego miejsca obok – tam stworzymy Cmentarz, bowiem nasze koty wcale nie mają dziewięciu żyć…

Obrazek

Mruczki to małe, zachłanne wredoty, zatem celem zabawy jest zebranie określonej liczby znaczników Łupu, zanim Rigor powróci do swojej siedziby. W rozgrywce dla dwóch graczy jest to piętnaście skarbów, przy od trzech do czterech – dziesięć, a przy od pięciu do sześciu uczestników – siedem znaczników. Przy czym wydawca wyraźnie zaznacza, że są to liczby umowne i jeśli tak nam się podoba, możemy ustalić inne limity, jednak należy pamiętać, że im więcej do zebrania, tym bliżej do powrotu władcy.

Zabawę podzielono na cztery tury – fazę Pierwszej Rekrutacji, aktywacji Łupieżców, Drugiej Rekrutacji oraz Poświęcenia. Więc (zdania nie zaczyna się od „więc”) – by zrekrutować Łupieżcę, należy zagrać wybranego bohatera z ręki na stół (odkrytego). Zgodnie z informacjami na karcie – kładziemy na nim odpowiednią ilość życia (tekturowych serduszek). Ten bohater znajduje się teraz w podziemiach. W pierwszej fazie mamy jeszcze do wyboru akcję dobrania karty, która zastępuje rekrutację – musimy jednak pamiętać, że limit blankietów na ręce wynosi dziesięć, zatem prędzej, czy później, takie dobieranie się skończy i zacznie… uśmiercanie :(.

W fazie Aktywacji Łupieżców możemy Szukać Łupu, Atakować lub Użyć Zdolności Specjalnej. Akcję należy wykonać dla każdego wyłożonego Łupieżcy – przykładowo: jeden mruczek zaatakuje, drugi poszuka skarbów, a trzeci użyje zdolności – a to wszystko w dowolnej kolejności. By znaleźć Łup, rzucamy tyloma kośćmi, ile znaczników Życia posiada nasz kot, a by zgarnąć go do siebie musimy „wyturlać” oczka równe lub niższe od Mocy Łupieżcy – punkty przyznawane są za każdą taką kość.

Obrazek

Atak pozwala na walkę na śmierć i pazury z wybranym oponentem – powszechnie bowiem wiadomo, że gdzie w podziemiach kotów sześć, tam nie ma jak dzielić skarbów (nie umiem rymować). Zwycięstwo również zależy od kostek i Mocy Łupieżców.

Natomiast Zdolność Specjalna, której nie wszyscy bohaterowie posiadają, jest szczegółowo opisana na każdej karcie, zatem wystarczy postępować zgodnie z instrukcją na niej zawartą.

Druga Rekrutacja działa analogicznie do fazy Pierwszej Rekrutacji, a ostatnia tura – czwarta – faza Poświęcenia – zrobi z nas morderców, bowiem na stole możemy mieć jedynie trzech Łupieżców, a na ręce, jak wspomniałam, maksymalnie dziesięć kart. Czeka nas zatem odsyłanie zawodników do Kocioboga (czyli na stos kart odrzuconych – Cmentarz).

Zabawa kończy się od razu, gdy któryś z jej uczestników zbierze ustaloną liczbą znaczników Łupu.

Jam… Puszek Okruszek!
„Łupieżcy. Rigor Mortis” to kolejna świetna pozycja od Black Monk Games. Jakość wykonania i typowe dla tego wydawnictwa elementy humorystyczne to jedne spośród wielu plusów omawianego tytułu, które znacząco podbiją radość z rozgrywki.

Do tego należy doliczyć proste, nieskomplikowane i stosunkowo krótkie zasady, okraszone wieloma przykładami oraz obrazkami – maksymalne uproszczenie instrukcji sprawi, że do gry ze spokojem mogą się włączyć dzieci od ośmiu lat, jak podano na pudełku. Co więcej, urocze, klimatyczne ilustracje nie tylko przyciągną ich wzrok, ale także sprawią, iż w zabawę wciągną się bez reszty, bowiem już samo odkrywanie kolejnych typów kotów stanowi niezłą rozrywkę.

I chociaż gra nie opiera się na tematyce uczciwości (halo, co to za kradzieże?), to jednak nie fabuła jest w niej ważna, a sposób rozgrywki, pozwalający na niewymagającą zabawę w gronie przyjaciół, dzieci, laików, pro graczy i kogo chcecie. „Łupieżcy. Rigor Mortis” doskonale sprawdzi się jako rozgrzewka przed cięższymi tytułami czy pozycja na leniwą niedzielę z drugą połówką. Przygotowanie do gry jest krótkie, a sama zabawa na tyle mało czasochłonna, że nikomu nie grozi nuda.

Obrazek

Mimo pozornej łatwości warto wspomnieć, że można trafić na kogoś z grupy Karcianki Master Race, kto uwielbia główkować, kombinować i rzucać kłody pod nogi – „Łupieżcy” bowiem pozwalają nie tylko na ekspresową imprezę, pełną śmiechów, ale także dają pole do popisu zaawansowanym graczom – chociażby same Zdolności Specjalne niektórych postaci pozwolą zaplanować sensowną strategię – jak zrobić, żeby się nie narobić i jeszcze na tym zarobić (ha, jednak umiem w rymy)?

Polecam fanom kotów, prokastynatom, maruderom, masterrejsowcom, wybrednym, śmieszkom, młodym, babciom, dziadkom, rodzicom, inteligentom, laikom i generalnie każdemu.

Ocena: 5/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu Black Monk.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 gru 2018, 18:10 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka