Karciane

Atrakcyjne chwile – recenzja karcianki „Trzy życzenia”

Czego można spodziewać się po grze trwającej trzy, cztery, maksymalnie pięć minut? I to w dodatku przy wykorzystaniu kart oraz wewnętrznej mechaniki. Wszak niektóre pragmatyczne rozrywki towarzyskie z placu zabaw, pokroju „papier, kamień, nożyce” czy „marynarza”, potrafią trwać względnie dłużej. Niemniej, gra Chrisa Castagnetto, choć wydaje się zastanawiająca, tak naprawdę jest rozbudowaną wariacją tego, co dobrze znamy, choć trudno nam to rozpoznać.

++

Słowem wstępu


Gra może nie jest okazała, ale została wykonana solidnie i wytrzymale, zarówno w materii pudełka, jak i komponentów. Jeżeli o nie chodzi, to warto wspomnieć, że w środku prócz wyłuszczającej zasady instrukcji, znaleźć można osiemnaście kart życzeń, pięć kart pomocy dla gracza oraz dziesięć drewnianych znaczników zwycięstwa.

Chris Castagnetto, może nie jest szeroko rozpoznawalny na naszym rodzimym rynku („Trzy życzenia” to u nas jego debiut), ale na swym koncie ma już parę dobrych gier tj. „Frontier Skies”, „Who Stole the Cookie?” czy promocyjny dodatek do recenzowanej pozycji o podtytule „More Genies!”. Ponadto za „Trzy życzenia” Castagnetto otrzymał w 2016 roku Major Fun Award oraz Dice Tower Seal of Excellence.

Grać, po prostu grać



++

Zanim przejdziemy do właściwej rozgrywki, zawsze musimy się odpowiednio przygotować. W przypadku „Trzech życzeń” wymaga to między innymi ustalenia, z ilu kart będzie się korzystać. Następnie należy przetasować je wszystkie i umieścić rewersami pośrodku stołu wybraną liczbę (resztę należy odłożyć do pudełka). Trzeba jednak pamiętać, że rozrywka różni się w zależności od tego czy uczestniczy w niej trzech, czterech czy pięciu graczy. Oczywiście w pierwszym przypadku musimy odrzucić karty przeznaczone dla czterech i pięciu uczestników, w drugim odtrąca się te dla pięciu, a w ostatnim można grać już wszystkimi.

Jeszcze zanim rozpocznie się grać – w skrócie - trzeba odrzucić wierzchnią kartę z talii, nie zdradzając przy tym nikomu jej treści, następnie należy umieścić dwie wierzchnie karty z talii rewersem do góry pośrodku stołu. Każdy z graczy bierze trzy zakryte karty, a później umieszcza je przed sobą (zakryte, rzecz jasna). Regułą przy rozpoczęciu rozgrywki jest wybranie osoby, której ostatnio spełniło się jakieś życzenie – to właśnie ona zaczyna.

Właściwa gra polega na tym, że każdy w swej turze wykonuje dwie akcje – polegają one na zerknięciu (spojrzeniu na dowolną kartę leżącą przed dowolnym graczem albo pośrodku stołu), wymiana (zamienia się pozycję dwóch kart albo wymienia kartę należącą do siebie), tasowanie (można zerknąć na jedną z kart), ogłoszenie końca (akcja może nastąpić dopiero po trzeciej rundzie i oprócz niej nie można wykonać drugiej z należnych akcji). Koniec gry polega na tym, że wszyscy muszą odsłonić swe karty i zastosować się do zasad liczenia punktów, które mają parę wariantów. Wygrywa ten, kto posiada największą liczbę punktów.

++

Jak to jest z tą zabawą?



Na pierwszy rzut oka „Trzy życzenia” mogą wydawać się grą skomplikowaną, trochę nie do końca spójną i nieprzemyślaną, a to przez odrobinę nieprzejrzystą instrukcję. Jednak po paru rozgrywkach – kiedy już rozgryziemy zagmatwany opis – zabawa staje się prosta, szybka w przebiegu, a mechanika nie sprawia już żadnego problemu.

Niewątpliwie na plus „Trzech życzeń” przemawia subtelna nić fabularna, która jakoby uzasadnia postępowanie graczy – oto udaje im się odnaleźć lampę, z której wypełza dżin – drobna intertekstualność również przynosi raczej cień uśmiechu, aniżeli kapryśny grymas – lecz spełni on życzenia tylko temu, kto wymyśli najlepsze (co oznacza najwyżej punktowane) życzenia. Nie buduje to wprawdzie czarodziejskiego klimatu niektórych RPG-ów czy atmosfery rodem z rozbudowanej planszówki, ale na pewno wpływa na przyjemniejszą rozgrywkę, kiedy gracze mają świadomość, że „uczestniczą” w czymś, co nie bazuje wyłącznie na szorstkiej rywalizacji.

W przypadku „Trzech życzeń” można nieco pomarudzić jedynie na zbyt niską interakcję, ponieważ brakuje tutaj elementów, na których można by skupić się bardziej, lecz zważywszy na czas i dostępne środki (oczywiście w rozgrywce), poziom oddziaływania na innych uczestników nie jest zbytnio satysfakcjonujący. Za to względnie wysoka losowość i regrywalność starają się rekompensować ten drobny mankament. Zresztą, jak na swą wielkość i przeznaczenie, i tak jest lepiej niż dobrze.

Chociaż alternatyw dla „Trzech życzeń” jest wiele, choćby wspomniane we wstępie „kamień, papier, nożyce” czy „marynarzyk”, to nie zmienia to faktu, że przy grze Chrisa Castagnetto można się bawić bardzo przyjemnie. Potęgują to subtelny klimat, plastyczne ilustracje oraz wysoka losowość. Tytuł nie jest projektem wielkim i rozbudowanym, skupia się raczej na zapewnieniu odrobiny rozrywki w towarzyskim gronie i krztyny humoru, bo i tego w niektórych momentach nie brakuje. Zabawę w „Trzy życzenia” wspomina się raczej dobrze, zaś po samą grę sięga się często.

Obrazek



Więcej na temat gry możecie znaleźć na stronie Wydawnictwa Rebel:

http://www.rebel.pl/product.php/1,1010/ ... zenia.html
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 paź 2017, 23:00 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka