Karciane

Szastanie forsą - recenzja gry "Milionerzy i bankruci"

Któż z nas, maluczkich, nie chciałby chociaż raz zaznać dobrodziejstw wielkiego świata? Kto nie marzył, by - niczym Rockefeller - bez większego zastanawiania się powydawać trochę (a może znacznie więcej niż trochę) pieniędzy i przy tym pomnożyć swoje bogactwo? Można by zainwestować w jakieś dzieła sztuki albo nieruchomości, tudzież drużynę piłkarską, a nawet w prywatną wyspę gdzieś na Pacyfiku. Ale pieniądze to nie wszystko, bo z reguły znajdzie się ktoś, komu nasz pomysł wyda się równie atrakcyjny i trzeba będzie doprowadzić do konfrontacji podczas licytacji. Wtedy zaczną się liczyć umiejętności, spryt i wyrachowanie. Nierzadko tylko krok będzie dzielił nas od zostania bankrutem, a w ogólnym rozrachunku o najwyższym stanie naszego majątku zdecyduje powodzenie i umiejętność unikania pecha…

Rozpakowując grę "Milionerzy i bankruci" od Fox Games (Grupa Wydawnicza Foksal) w oczy rzuca się niezbyt ładna ilustracja na pudełku, do bólu przypominająca okładki gier z serii GTA. Pierwszy plan stanowią banknoty studolarowe, a tłem są wybrane kadry z kart, które znajdziemy w środku. Otwarcie pudełka przynosi trochę rozczarowujący efekt, gdyż poza czerwoną, aksamitną wyściółką, wewnątrz znaleźć można tylko paczkę 55 kart pieniędzy oraz 16 twardych i grubych kartoników, szumnie nazywanych w instrukcji płytkami. To wszystko za cenę 50 zł robi mało korzystne wrażenie i niesie ze sobą poczucie przepłacenia za produkt.

Obrazek



Gra polega na ciągłych licytacjach i pomnażaniu swojego bogactwa. Przy stole siada od 3 do 5 uczestników, każdy otrzymuje swoje karty pieniędzy o różnych nominałach i łącznej kwocie 106 mln dolarów. W każdej rundzie odsłaniana jest jedna płytka rzucana na żer rekinom finansjery. Jeżeli są to kartoniki prezentujące różne dobra materialne z liczbą punktów na nich zawartą (od 1 do 10), bądź też trzy płytki tzw. "powodzenia" (każda pomnażająca dwukrotnie zdobyte punkty), licytacja przebiega normalnie - kto da więcej, zgarnia kartonik ze stołu. Jeśli natomiast pojawia się jedna z trzech kart "pecha", gracze muszą oferować coraz wyższe sumy, aby nie kupić danej płytki. Cała rozgrywka dobiega końca w momencie, kiedy na stół trafi czwarta karta z czerwoną obwódką (mają ją wszystkie trzy karty "powodzenia" i jedna "pecha"). Wtedy to uczestnicy dokonują podliczenia swoich funduszy - gracz z najmniejszą ilością pieniędzy automatycznie odpada, choćby nawet zgromadził najwięcej dóbr. Reszta odkłada dolary i podlicza zgromadzone punkty z płytek. Oczywiście zwycięzcą pozostaje ten, kto tych punktów uzbierał najwięcej.

Teoria może się nie wydawać zachęcająca, natomiast praktyka pokazuje jak grywalny jest to produkt. Ciągłe licytacje wyzwalają czasami w uczestnikach bestie, a chęć posiadania danej rzeczy prowadzi do abstrakcyjnych sytuacji. Tutaj każda zgromadzona karta jest ważna, bo nawet posiadając 1 punkt z płytki, można wygrać całe rozdanie. Wszystko zależy od strategii przeciwników, a ta zmienia się jak w kalejdoskopie, ponieważ nie da się przewidzieć kolejności pojawiających się kart. Oczywiście gracze, którzy potrafią liczyć, mają nieco ułatwione zadanie, ponieważ mogą się pilnować, aby nie pozostać na końcu z jak najmniejszą kwotą. Im więcej osób przy stole, tym zabawniej, bowiem trudniej ogarnąć sumy wydawane przez wszystkich uczestników.

Obrazek



Licytacja licytacją - zawsze niesie ze sobą wiele emocji - ale jeszcze lepiej wypada jej odwrotność w przypadku trzech kart "pecha". Wykazanie się światłym umysłem i oszacowanie, co się bardziej opłaca - czy zebranie karty i pociągnięcie finansowych konsekwencji dla współgraczy, czy też wyłożenie odpowiedniej sumy za uniknięcie pecha - to nie lada sztuka. Do tego można starać się, kolokwialnie mówiąc, "wydoić" przeciwników z jak największej ilości pieniędzy, a to niezwykle ważna rzecz - niestety można czasami się przeliczyć i stracić sporo gotówki.

W zasadzie jedynymi zarzutami, jakie można mieć do "Milionerów i bankrutów", są niedociągnięcia natury technicznej. Pomijając niezbyt ładną oprawę graficzną (bo to jednak rzecz gustu i znajdzie się pewnie ktoś, kto rozpłynie się w zachwytach nad ilustracjami), to gra posiada kilka, dość znaczących wad.

Najgorszą, najbardziej karygodną i niezwykle denerwującą, jest sposób zadrukowania kart pieniędzy. Nominały zostały wydrukowane w dwie strony, żeby zapewnić czytelność przeciwnikom z naprzeciwka już po wyłożeniu pieniędzy na stół. Niestety, zrobiono to odwrotnie - kwota dla gracza widnieje u dołu, a dla przeciwnika "do góry nogami" u góry karty. Nie da się tego złożyć w normalny, standardowy wachlarzyk - tak, aby spokojnie, z gracją i w pełnym napięciu trzymać, a później wyciągać poszczególne nominały i wykładać je na stół. Licytacja przypomina bandę dzieciaków, które w chaosie przeszukują swoje zasoby, aby odnaleźć odpowiednią kwotę. Niby błahostka, ale nie było gracza, który nie narzekałby na tą kwestię.

Razi także brak jakichkolwiek informacji na kartach poza liczbą punktów. Płytki zasobów posiadają swoje ilustracje i w zasadzie należy się domyślić co podlega licytacji. Przydałaby się nadrukowana nazwa i choć maleńki opis, który wprowadziłby do rozgrywki odrobinę fabuły. To samo tyczy się płytek "pecha" i "powodzenia" - dużo milej by się grało, gdyby człowiek miał napisane co go spotkało. Ten minimalizm nie wpływa dobrze na ogólne odczucia, choć nie zaburza samej, miodnej rozgrywki. Denerwuje również nieco monotonność płytek "powodzenia". Każda z trzech takich kart podwaja zdobyte zasoby. Nie ma żadnego urozmaicenia, które wprowadziłoby do rozgrywki jeszcze więcej emocji.

Ostatnią wadą, która może nie rzuca się w oczy od razu, ale wypływa w trakcie gry, jest brak informacji w instrukcji na temat sytuacji remisowych. Co, jeśli dwie osoby posiadają najmniej pieniędzy? Czy odpadają obie, czy tylko ta, która zgromadziła do tego momentu mniej dobytku? No i co w przypadku, kiedy dwie osoby mają taką samą liczbę punktów dającą potencjalne zwycięstwo? Czy w takim razie należy policzyć ich pieniądze i wyłonić wygranego? Oczywiście można samemu sobie to ustalić, ale jednak niedopracowanie instrukcji pozostawia ślad w pamięci gracza.

Obrazek



"Milionerzy i bankruci" to gra dobra. Idealnie nadaje się na rozgrywki w niewielkim gronie podczas niedzielnego popołudnia czy wieczornego spotkania. Szybkie partie, dość intensywne licytacje i ciągłe kombinowanie sprawiają, że gra szybko się nie znudzi - gwarantuje dużo zabawy i jeszcze więcej śmiechu. Niestety, niedociągnięcia natury technicznej oraz zbyt wygórowana cena jak na kilkadziesiąt kartoników, powodują, że produktowi trudno będzie się przebić na rynku w zalewie sporej, a do tego świetnej konkurencji. Konsumenci gier planszowych i karcianych od lat są przyzwyczajani do jak najlepszych wydań, przez co ich wymagania są niezwykle wysokie. Mimo wszystko warto usiąść do stolika, poudawać milionera i licytować dla zabawy - a nuż odkryjemy w sobie biznesowy potencjał…
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 26 maja 2019, 10:19 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka